2 marca 2016

  
Wszyscy nominowani do Oscara dostają od firmy Distinctive Asses paczki z prezentami. Prezenty są na tyle dziwne i kuriozalne, że w tym roku po raz pierwszy organizatorzy gali odcięli się stanowczo od „dawcy” , a nawet pozwali ową firmę do sądu za bezprawne podczepianie się pod imprezę. Wszysko z powodu kuriozalności podarków, ponieważ oprócz ekskluzywnych wycieczek w najpiękniejsze zakątki świata są tam jeszcze inne „rzeczy”. Jest talon na „wampirzy lifting”, jest talon na „Orgasm shot” (sprawdźcie sobie sami), roczny zapas szamponu, zestaw noży do ostryg i mój ulubiony – ocet winny za 1000 dolarów „marki tak ekskluzywnej, że się nawet nie gugluje”. Wymienię jeszcze darmowy roczny dostęp do aplikacji służącej do wynajmowania samochodów Audi.
Jest więc o co walczyć. Ciekawe swoją drogą, co w zeszłym roku przywiózł z Los Angeles Paweł Pawlikowski?
Czy Nowy Bufet będzie kiedyś tak ekskluzywny, że nie będzie się nawet guglował?
Póki co ekskluzywnie nie jest, bo na początek mamy krem z przyziemnego buraka, z jogurtem.
Potem jest curry wegetarianskie z ryżem basmati.
Jest też tarta wytrawna z brokułami, gorgonzolą i pestkami słonecznika.
Na słodko mamy Kanadyjczyków i tartę czekoladowo-blokową. Generalnie nie ma co liczyć na ekskluziwa, ale jest smak.
(Korzystałam z artykułu w weekendowej GW „Oskar czy paczka” Mileny Rachid Chebab)