29 marca 2016

  
Spotykam się z przyjaciółmi jeszcze z czasów nastoletnich z rodzinnego miasta przy piwku. Mówię, że zatrudniłam pracownicę. „Wiem, czytałem” – odpowiada M.
To tak jak z anegdotą o popularnym felietoniście w poczytnym tygodniku, który żali się znajomej:
– Nawet nie wiesz, jak trudno czasem znaleźć temat na felieton.
Na co ona, wzdychając:
– Wiem, czytałam…

Takie są uroki prowadzenia życia żawodowego na łamach. Na szczęście wciąż jeszcze nie brakuje nam tematów do rozmowy i do śmiacia.
Dziś zapowiada się spokojny, postwielkanocny dzień, w którym wielu wyjadać będzie mięsiwa, ciasta i inne bigosy z maminych słoików.
My i tak przygotowaliśmy dla Was lancz.
Jest Biedak, czyli toskańska pomidorowa z oliwą extra vergine, bazylią i zagęszczona grzankami. Jesy quesadillas na razowych domowych tortillach z szynką, serem, cukinią, kukurydzą i sosem z wędzonej papryki.
Jest tarta z dynią, mozzarellą i cukinią.
Są Kanadyjczycy i jest BLONDIE.
Jest także Gosia, która jest naszą nową pracownicą i mam nadzieję, że zostanie z nami na długo.