20 kwietnia 2016

  
Proszę bardzo – moje rodzinne miasto oprócz pieśniarki Dodo i modelki Kasi Struss wyprodukowało unikatowy egzemplarz ludzki. A mianowicie fałszywego rabina, który pod pseudonimem operacyjnym Jacob Ben Nistell brylował dwa lata w poznańskiej gminie żydowskiej. Modlił się, zamawiał liscie winogron prosto z Izraela i w ogóle fantastycznie sobie radził i nie wzbudzał żadnych podejrzeń. Ja bym raczej rabina czy imama nie poudawała, co najwyżej mogłabym robić za kobietę z brodą w cyrku, zakupiwszy uprzednio w sklepie ze śmiesznymi rzeczami sztuczny zarost. Skoro tresowane zwierzęta w cyrku odchodzą do lamusa (i dobrze!), trzeba pomyśleć o alternatywnych formach rozrywki dla gawiedzi, tłuszczy, ludożerki, czy jak tam zwą potocznie szanowną publiczność. Jeśli się okaże, że zarobię na tym lepiej niż na karmieniu, rzucam NB bez zastanowienia i zaczynam tułacze zycie w charakterze baby-dziwo.
Póki co na razie jeszcze karmię. Dziś karmię tym:
– kremem z buraków z jogurtem
– lasagne z cukinią, oliwkami i bakłażanem bez beszamelu
– lasagne z brokułami, gorgonzolą i oregano
– tartą z kiełbaskami, pomidorkami i sezamową kruszonką
– Kanadyjczykami
– sbriciolatą
– ciastem korzenno-marchewkowym z prażonymi orzechami i kremem waniliowym.
Po pracy lecę po brodę i będę się starać w cyrku o angaż.