2 czerwca 2016

  
Po drugiej stronie ulicy, tuż przy wylocie tunelu tramwajowego, zakwitł nam kwiatek. Nie tylko nam, wszystkim zakwitł ku ogólnej radości. Miejscówkę do życia ma słabą, bo wyrósł na betonie, za to wolę życia ogromną. I trochę sprytu też, bo tamten chodnik jest nieuczęszczany, więc nikt go nie wyrwie. Czasami tylko z tunelu tramwajowego wyłania się siwy, długowłosy, brodaty kamikadze, który igra z losem, dzieląc z tramwajami ich ścieżkę. Ale ten błędny rycerz nie wygląda na flower-slayera, a raczej na Don Kichota bez konia i giermka.
Cieszy mnie ta forma życia. Nie jest to wprawdzie jeszcze widok godny kawiarnianego ogródka, ale jakiś początek.
Jedzenie. Dziś do jedzenia jest botwinka z jajkiem i zieleniną.
Do głównego jedzenia są cannelloni nadziewane sosem bolońskim, zapiekane w sosie rosè.
Tarty wytrawne są na razie dwie – brokułowa z gorgonzolą i pestkami dyni (trzy kawałki) i dyniowo-cukiniowa z fetą i tymiankiem.
W kwestii słodkiej są Kanadyjczycy, tarta cytrynowa i tarta z kremem czekoladowym i konfiturą figową.