17 czerwca 2016

  
Powiem Wam jak wyglądało moje wczorajsze oglądanie meczu. Wróciłam do domu rowerem z basenu na Bronowicach tuż przed 21.00. Jako nieposiadacze telewizora próbowalismy wynaleźć oglądanie w internetach (bez specjalnego entuzjazmu, bo tegoroczne euro jakoś mało nas obchodzi), ale internety się zbuntowały. Dlatego zaczęłam czytać książkę Manna i Materny „Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami”. Jako że nasze okno wychodzi na podwórko-studnię, właściwie nie potrzebowaliśmy żadnego przekaźnika fal. Za oknem słychać było buczenie kibiców, prosto z paryskich trybun, skumulowane zapewne z kilkunastu odbiorników TV. Co jakiś czas słychać było okrzyki sąsiadów zagrzewające do walki. I w tym miejscu muszę zburzyć stereotypy o przeszkadazjących w oglądaniu meczu żonach, o kobiecej ignorancji futbolowej, bo głosy kibicowskie były tak męskie jak i żeńskie. A konkludując – wszystkie te bodźce docierały do mnie do 21.30, ponieważ o tej właśnie godzinie poległam. Wynik sprawdziłam rano, rechocząc nad oksymoronem „zwycieski remis”. Tak czy siak gratuluję naszym piłkarzom.
Z tej radości poczyniłam gazpacho, czyli hiszpański chłodnik pomidorowy z papryką, ogórkami i wieloma innymi dobrociami, w sam raz na dzisiejszy upał.
Na drugie dawno nie widziana polenta, tym razem z fasolką szparagową, brokułem, świeżymi pomidorami i pesto z bazylii i rukoli.
Tarta wytrawna wybitnie mięsna – z białymi kiełbaskami, pomidorkami cherri i sezamową kruszonką.
Jest jeszcze ostra zupa tajska – dziś z kurczakiem, w cenie 10 złotych.
Na słodko tarta z białej czekolady z kardamonem i polewą truskawkową.