21 czerwca 2016

  
Delikatnie przedobrzyłam z tym wczorajszym opisem. W mojej głowie było jasne że z trzech wymienionych sosów amatriciana wysuwa sie na pierwszą pozycję i każdy wie że to ona jest w menu. Otóż nie. Już rano siostrzenica powiedziała, że to super że są trzy sosy. Potem miałam kilka telefonów z zapytaniem o rezerwację carbonary. Cóż – czasem coś nie wychodzi. Najpierw pomyślałam że siostrzenica nie zrozumiała dokladnie, ale przy trzeciej takiej samej opini dokonałam korekty posta. To podobnie jak w tym powiedzeniu, że jak jedna osoba mówi Ci że jesteś osłem – zignoruj to, ale kiedy czyni to już trzecia – szykuj sobie siodło.
To chyba poweekendowe oszołomienie, bo odpoczywałam na wsi czyniąc dolce far niente – plując, łapiąc, w głowę się drapiąc, gubiąc kalosze, gubiąc guzika i pokazując języka.
Dziś jestem już bardziej zakorzeniona w rzeczywistości.
Dlatego postanowiłam zaatakować Was kolejną nowością. Jest to wołowina massaman – tajskie danie, dość pikantne, taki gulasz z małymi ziemniaczkami, mleczkiem kokosowym, czerwoną pastą curry, orzeszkami ziemnymi, bazylią i kolendrą. Podawany z ryżem basmati.
Na początek dostaniecie minestrone, czyli włoską zupę wielowarzywną, dziś oprócz warzyw i makaronu jest w niej także pesto z bazylii.
Tarta wytrawna to zielone szparagi, pomidorki cherry i francuski camembert.
Na słodko sa jeszcze dw kawałki blondie, tarta cytrynowa i tarta z porzeczkami i kremem czekoladowym.
Już drugi dzień gościmy Kanadyjczyków, którzy na jakiś czas powrocili z banicji i póki co zasilają nasze szeregi.