21 lipca 2016

  
Wczoraj pierwszy raz obejrzałam „Rzymskie wakacje”. Film lekki i uroczy, a od pięknej twarzy Audrey Hepburn nie można oderwać wzroku. Kino pełne – w końcu oglądanie starych filmów na dużym ekranie to nie lada gratka (na „Żywocie Briana” sala pękała w szwach i trzeba było organizować dostawki). No i , rozumiecie, scena pocałunku głównych bohaterów (takiego zgodnego z kodeksem Hayesa, czyli przyciskamy twarz do twarzy, troszke bokiem, że niby jest żarliwy pocałunek), oddalają od siebie twarze, oszołomieni chwilą. I właśnie w tym momencie czyjaś niewyłączona nokia wydaje nokiowy dźwięk smsa, czyli dwa podwójne sygnały. Tuż po tym mimika Gregory Pecka wyraźnie się zmienia – widzimy jak na dłoni, że zareagował na sygnał. Wszystko tak doskonale sie zgrało, że sala wybuchnęła gromkim śmiechem. Pierwszy raz dźwięk telefonu w sali kinowej nikogo nie zirytował, a stworzył nową jakość.
My też staramy się taką jakość stwarzać. Dziś na przykład chłopaki zrobili dla Was czterowarstwowe ciasto, które ostatnio rozeszło się jak świeże bułeczki (a zaczęli tę zabawę wczoraj z rana). Tak – it’s back. Możecie nabyć mieszankę kruchego ciasta, masła orzechowego, słonego kajmaku i ciemnej chrupiącej czekolady.
Po wstępie od końca czas na zaprezntowanie zupy. Dziś to krem z kalafiora z różyczkami brokuła i olejem rzepakowym tłoczonym na zimno.
Główne jest wołowo-warzywne – to trzykolorowy makaron z sosem bolońskim, natką pietruszki i serem grana.
Tartę wytrawną zrobiłam taka jak wczoraj, czyli z dynią, mozzarellą, pomidorkami, oliwą truflową i pestkami słonecznika. Jak się skończy, wykombinuję coś z bryndzą, bo nabyłam paczuszkę drogą kupna.