25 lipca 2016

  
Witka, witeczka (ten Pan Japa siedzi mi w głowie głębiej niż bym przypuszczała)!
Jesteśmy na posterunku. Tak samo zagubieni jak wszyscy inni, którzy pozostali w Krakowie. Rozmawiałam sobie z ludźmi, z tych rozmów sie dowiedziałam, że zamknęli dla mieszkańców Park Bednarskiego, stadion na Koronie i cały obszar wokół fortu Benedykta. Rozlokowano tam żołnierzy oraz zuchów. Ponoć, bo u źródeł nie sprawdzałam. Mogilską przechodzi ktoś raz na kilka minut, samochód jedzie z rzadka. Wszystkie wpisy tego,tygodnia powinny mieć zapożyczony od Herberta zbiorczy tytuł „Raport z oblężonego miasta”. Jedynymi wyluzowanymi zdają się być sami zainteresowani, czyli katolicka młodzież przybyła na swoje święto. Buzie we wszystkich możliwych kolorach skóry chodzą, śpiewają, przeżywają. Czuję się trochę jak mieszkanka trzeciego świata – jakiegoś biednego kraju turystycznego, do którego przybywają tłumnie bogaci turyści, wydać trochę pieniędzy i przeżyć niezapomnianą przygodę. Bez refleksji, że zwykły szary obywatel nie jest tu beneficjentem, a wszystko jest ustawione pod nich.
Kończąc smutny wywód dodam tyle, że dziś zrobiliśmy lancz.
Jest to zupa minestrone, quesadillas klasyczne czyli z szynką itp., tarta z oliwkami, fetą, suszonymi pomidorami i czarnym sezamem. Na słodko jest ciasto marchewkowe.
Nie wiemy ile z tego co przygotowaliśmy kupicie i zjecie. Mamy nadzieję że wszystko. Jeśli prawie nic, to zastanowimy się co do reszty tygodnia. Póki co wszystko co zwykle jest, my też na posterunku, więc zapraszamy.