11 sierpnia 2016

  
Miałam wczoraj pewne podejrzenia, że zapadane deszczem okulary, które zdjęłam w piekarni jednak zostały przeze mnie włożone do kieszeni kurtki i zgubione po drodze w tym piekielnym deszczu. Postanowiłam jednak spytać panią z piekarni rano, czy przypadkiem…nie zostały…
Nie, nie zostały. Jakiś na oko pięćdziesięciokilkulatek stał przy kontuarze w piekarni na pogaduchach, opierając o ladę swój piwny brzuch.
– Młode dziewczyny to wszystko gubią – powiedział z wyraźnym zadowoleniem – moja córka ostatnio zegarek zgubiła.
– Prosze pana, nie tylko młode dziewczyny, generalnie wszyscy gubią – odpowiedziałam
– Nie. Młode dziewczyny – szedł w zaparte.
– Żeby Pan wiedział, ile moj tato zgubił rekawiczek i szalików w swoim życiu…
– O! Rękawiczek to ja kiedyś zgubiłem trzy pary w jednym dniu! – wyraźnie się ożywił.
To się zdecyduj ziomuś, czy młode dziewczyny, czy jednak ogół? No chyba, że zaliczasz siebie do grupy podfruwajek i zwykłeś tak o sobie myśleć.
W tym miejscu, drogi czytelniku, wylałam troche jadu na piwnego brzuchacza, ze wzgledu na lekką frustrację z powodu zguby. Taka odrobinka mi wystarczy i mogę już z radością przejść do kwestii aprowizacyjnych.
Na początek mamy krem z dyni i cukinii, z tymiankiem i zielonym spaghetti z cukiniowej skórki.
Potem wchodzą lasagne. Pierwsza jest szczuplejsza, bez beszamelu, ale za to z bakłażanem, oliwkami, cukinią i kaparami. Druga wprawdzie ma beszamel, ale to z nim najlepiej smakuje szpinak i gorgonzola.
Do tarty wytrawnej wrzuciłam pieczoną paprykę, fetę, pestki dyni i pesto bazyliowe.
Na słodko – last but not least – CZTEROWARSTWOWE CIASTO KRUCHE Z MASŁEM ORZECHOWYM, SOLONYM KAJMAKIEM I CIEMNĄ CZEKOLADĄ.