19 sierpnia 2016

  
Mam takiego kolegę, z którym pracowałam w kilku miejscach. Bardzo dobrze się dogadywaliśmy, bo nadawaliśmy na podobnych falach. Swego czasu odwoził mnie samochodem z pracy do domu, bo mieszkałam po drodze. Wtedy powiedział mi, że ma specjalną kategorię napojów, a mianowicie NAPOJE DO SAMOCHODU. Kupował w sklepach i dyskontach najgorsze pijalne ścierwo, którego cena oscylowała w okolicy złotówki za półtora litra i testował, znajdując w w tym perwersyjną przyjemność. Wiecie – to tak jak niektórzy jeżdżą na specjalne festiwale filmów klasy C. Napój po całym dniu w samochodzie bez klimy, zwłaszcza w lato, dojrzewał i nabierał patyny.
Któregoś dnia powiedział: „Stara – mam taki napój, że nie uwierzysz! Nazywa się Dekada, kupiłem go w Biedronce za 99 groszy. Smakuje jak rozpuszczona reklamówka, bez kitu”. Spróbowałam i jeśli możecie sobie wyobrazić smak rozpuszczonej reklamówki, taka właśnie była Dekada.
Dekadę później przerzucił się na wyższą półkę, a Biedronka tez zmieniła asortyment. A ja – cóż – wskoczyłam na poważnie w gastrobiznes.
Dziś nasz rodzinny gastrobiznes oferuje Wam nastepujące wiktuały:
– zupę z kapusty z pesto, świeżymi pomidorami, ryżem arborio i serem grana
– krem z dyni z mleczkiem kokosowym (około pięciu porcji)
– cannelloni nadziewane pieczonym bakłażanem i cukinią, zapiekane w sosie rosè
– tartę wytrawną z pieczoną papryką, duszoną cukinią i serem feta
– sbriciolatę z malinami
– tartę z kajmakiem i kremem czekoladowym