7 listopada 2016

  
Wybrawszy się do kina w sobotni wieczór zabezpieczyłam się na kilku frontach. Po pierwsze – skoro to sobota, zakupiłam uprzednio bilet przez internet. Wybrałam sobie miejsce przy ścianie w ostatnim rzędzie. Sala w kinie „Kika” nazywa się „Pufa” – za fotele służą tam takie wielkie siedziska. Po drugie – przygotowałam wygodny strój, żeby siedząc bądź pochrapujac na pufie czuć komfort – a więc żadnych sukienusi, tylko leggins. Poszłam na miejsce, weszłam do sali i okazało się, że parka przede mną zajęła moje miejsce – w internecie są niby numerowane, ale jak ktoś wchodzi i widzi dziesięć puf to po prostu siada. Cóż było robić – podeszłam do Pana:
– Mam taką prośbę – mam bilet na to miejsce i bardzo mi zależy na tym żeby tu usiąść, ponieważ jest taka możliwość że podczas seansu usnę. I właśnie dlatego jest ważne, żebym miała właśnie to miejsce (ostatni rząd pod ścianą – to się rozumie samo przez się). Pan popatrzył, roześmiał się i ustąpił. Zaprawdę powiadam Wam – nie ustąpił nadaremnie, bo w drugiej połowie ucięłam sobie kwadransowego chrapa. A film to „Ja, Daniel Blake”.
Ja, Magda Kisielewska, polecam Wam co następuje:
– zupę z kapusty z pesto, pomidorami, ryem do risotto i serem grana padano
– lasagne z grillowana cukinią i bakłażanem, pieczoną dynią, oliwą truflową i grana padano
– lasagne z brokułami, gorgonzolą, grana padano i pestkami dyni i słonecznika
– tarta z dynią Hokkaido, fetą, pomidorkami i pestkami dyni
– korzenne ciasto marchewkowe z kremem waniliowym