15 listopada 2016

  
Dośč dawno temu – może osiem, może dziesięć lat – część mojej familiady spędzała wakacje u Dziadka na wsi. Mieliśmy tam taki domek letniskowy-przybudówkę do dziadkowego sioła. Okolica piękna, wypoczyn zawsze się udawał. Tym razem było trochę inaczej – jakiś drobny złodziejaszek ukradł jednej z sióstr telefon, wkradając się pod osłoną nocy do domku. Dziewczyny najadły się strachu, ale koniec końców wszystko poszło w niepamięć i za rok znowu pojechały na wieś. Jakimś niesłychanym zbiegiem okoliczności skontaktował się z nimi wtedy policjant z wiadomością, że odzyskali skradziony telefon! Robili rutynowy nalot na jakąś „dziuplę” i wsród wielu przedmiotów znaleźli i tę komórkę. Siostra była niezwykle rada. Po włączeniu i przejrzeniu sprzętu okazało się, że złoczyńca zostawił tam trochę siebie. Muzykę swoją ulubioną nagrał!
No powiem Wam, że tak toporne disco można usłyszeć tylko na Love Parade w Berlinie, albo w ś.p. dyskotece w Manieczkach. Leciało to tak: „Efex efex! Tu-ru-tu-ru-tu-ru turuturuturu”. Muszę przyznać, że ten wiekopomny utwor towarzyszy naszej rodzinie do dziś, choć siostra ma już chyba piąty telefon, a oryginału mogłybyśmy nawet nie rozpoznać, bo znamy tylko „naszą” surową wersję.
Naszą, ale gotowaną wersję indyjskiego curry możecie dziś zjeść w charakterze lanczu (w środku kalafior, bataty, dynia Hokkaido, ziemniaki, marchew, czosnek, cebula, pomidory, imbir). Możecie też spróbować zupy z kukurydzy, równie rozgrzewajacej co curry, z mleczkiem kokosowym, imbirem, trawą cytrynową, liśćmi kaffiru.
Są jeszcze dwa kawałki tarty z burakami, jest także cała tarta z duszoną w winie cukinią, wędzoną szynką i ajwarem.
Na słodko jak na obrazku – blondie.