16 listopada 2016

  
Siedzimy wczoraj na rodzinnym kinderbaliku przy suto zastawionym stole.
– Chcesz szarlotkę?
– O, szarlota pavel! Może później. A wiesz, że on zmarł w tym roku?
– Całe życie żyłam w przekonaniu że to kobieta… Jesteś pewna?
– Tak, jestem, zmarł.
Drążę:
-Ale jak miał na imię? Pavel? A na nazwisko Szarlota? I tak pisane odwrotnie?
W ruch poszedł smartfon, chwila szukania i widzę minę, która w słowniku nazywa się „nietęga”:
– No dobra – to jest kobieta. I żyje. Ale ktos umarł na pewno!
Chwila przesuwania palcem po ekranie i triumfalny okrzyk:
– Zdenek Smetana!
Od razu zaznaczam, że szarloty nie ma. Jest smetana do lanczu, ale po kolei.
Dzisiejsza zupa to krem z ciecierzycy i pomidorów. Na drugie chili con carne – wersja ulepszona, czyli na czerwonym winie z selerem naciowym, wedzonym boczkiem, cytrynami, oregano i szczypiorkiem, podawana z grillowaną pszenną tortillą. I rzucimy Wam trochę śmietanki dla rozweselenia kompozycji.
Tarta wytrawna jest dla jaroszy – zawiera brokuły, pomidorki, gorgonzolę i pestki dyni. Są jeszcze dwa kawałki tej z wędzoną szynką i cukinią.
Na słodko dziś sbriciolata z malinami i ricottą.