7 grudnia 2016

Muszę się przyznać, że przez przypadek od kilku miesięcy orientuję się trochę w modowych trendach. Wszystko przez to, że nasze rodzeństwo często zamawia sobie paczki na adres Nowego Bufetu, żeby uniknąć stania na poczcie i odbierania avizo. Zamawiali już sobie ze dwa razy jakieś ciuchy z H&M i w związku z tym co sezon, czy też raczej co ćwierćsezon, przychodzi do nas katalog z ubraniami. Nie wystawiam go nigdy na stojak z gazetami, pełni raczej funkcję zapleczowo-ubikacyjną, czyli jest wypełniaczem wyrwanego czasu. Dlatego już wczesną jesienią wiedziałam, że w tym ćwierćsezonie modnisia eksponuje kostki. Śmiałam się z tej ekspozycji, bo w UK czy Francji, gdzie klimat jest łagodniejszy, można sobie od biedy poeksponować kawałek gołej nogi, bez narażania stawów. Ale tutaj? W zimę? Wczoraj zobaczyłam jednak, że stylówa jest najważniejsza, chociaż był w niej spory zgrzyt. Otóż Mogilską szło dziewczę. Szło w padającym śniegu, w minusowej temperaturze, w błocku. But był jesienny i krótki, ażeby eksponować gołe kostki. Okej – jest arcymodnie. Spojrzałam wyżej i doznałam dysonansu! Na wysokości prawego kolana widniała wyszarpana dziura, pozostałość sprzed dwóch sezonow! Cóż za brak wyczucia – tak miksować przeczasiałe i niemodne z modowymi świeżynkami, ktore i tak na wiosnę pewnie odejdą do lamusa.
Taka dezynwoltura budzi po prostu niesmak. A wystarczyło zajść do nas i poprosić o katalog z zaplecza…
Widzicie więc że podążanie za trendami to ciężka robota. Człowiek naraża zdrowie a i tak nie ma pewności czy nie walnie gafy.
Dlatego warto stawiać na klasykę.
My też postawilismy na klasykę w naszym wydaniu. Oto co dziś serwujemy:
– zupa kukurydziana z imbirem, mleczkiem kokosowym, trawą cytrynową i limonką; dodalam też do niej przyprawę zwaną pachnotką, którą zakupiłam w azjatycjim sklepie „U Quinna”
– gulasz węgierski, tym razem z kaszą bulgur
– tarta wytrawna z duszona cukinią, pomidorkami, serem grana padano i bazylią
– tarta cytrynowa