12 grudnia 2016

  
Szłam wczoraj do siostry, zmagając się z wiatrem i z parasolem. Skręciłam do bloku, wpisałam kod od domofonu. Nie działa. Spróbowałam drugi raz, potem przestawiłam cyferki i nic. Mieszkanka bloku wpisała swój kod i mnie wpuściła. Dzwonię do drzwi, ładuję się do mieszkania na pewniaka. A tam leciwe, siwiuteńkie małżeństwo zamiast moich sióstr i rodzicielki. Tia – pomyliłam bloki.
Lepiej było kilka lat temu w Warszawie, gdzie przyjechałyśmy z siostrami do mamy do szpitala. Gościny udzieliła nam koleżanka, mieszkająca na Tarchominie. Wchodzimy we cztery do bloku, korzystając z tego, że ktoś inny też wchodzi. Dzwonimy do mieszkania, a po otwarciu drzwi wchodzimy z przygotowanym wcześniej okrzykiem „Inwazja!” na ustach. Pan, który otworzył, ze stoickim spokojem rzekł: „No, nie wiem co na to moja żona, ale jak dla mnie możecie Panie wejść”.
Jak dla mnie też możecie wejść. Nawet jak pomylicie lokale. Inwazję też możecie zrobić – to już się zdarzało i dzielnie stawialismy takim zmasowanym atakom czoła. Już Wam piszę, co można dziś atakować:
– krem z selera z gorgonzolą
– azjatycki makaron z jajkiem sadzonym, dymką, marchewką, kapustą pekińską i sosem sojowym (wersja z krewetkami za 20 złotych)
– tartę wytrawną z pieczonym kalafiorem, pomidorkami, camembertem, czarnuszką i grana padano
– sernik nowojorski z sosem malinowym
To na koniec napiszę, że ogromnie się cieszę, że Radek Ochnio dostał Europejską Nagrodę Filmową za dźwięk do filmu Skolimowskiego, bo to chłopak z Ciechanowa i znajomy. Duma! My – ludzie z małych miast – cieszymy się po dziesięciokroć z osiągnięć naszych ziomków, bo w dużych ośrodkach jest takich ludzi znacznie wiecej.