14 grudnia 2016

  
Czy tylko mnie się zdaje, czy nastąpiła jakaś serialowa posucha? Pojawiają się nowości, jest wokół nich mnóstwo szumu, ale potem okazują się często przerostami formy nad trescią, albo gniotami z mieliznami fabularnymi. Za taki uważam hit ostatnich tygodni – „Westworld”, który podzielił publiczność, ba – nawet moją rodzinę podzielił. Jest frakcja apologetów, jest i frakcja sceptyków, do której jak wspomniałam, ja też się zaliczam (swoją drogą to duże szczęście że nie dzielą nas poglądy polityczne, a jedynie stosunek do jakiegoś tam serialu). Uważam ze mimo obsady, mimo ogromnego potencjału i zagadki, serial jest zwyczajnie nudnawy i nie wciąga. I że w tym temacie jest „Łowca Androidów” (który też nie tryska akcją a wciaga niesamowicie) i długo nic. Wiem że obrońcy rzucą się z dzidami, ale jestem na to gotowa. Generalnie zauważam taką tendencję serialową, że najważniejszy jest początek i koniec odcinka. Końcówka ma wbić w fotel i zmuszać widza do obejrzenia kolejnej części, a środkiem realizatorzy przejmują się jakby mniej. Przede wszystkim trudno o dobry obyczaj – musi być na dziwno, na krwawo, na filozoficznie. Jeśli macie jakieś serialowe perły przed mojego wieprza, które przeczą tej tezie, rzućcie je czym prędzej a zwinny ryjek wyłapie wszystkie. I z radością odszczeka, chociaż nie jest psem.
Tymczasem przenosimy się na plan remake’u czeskiego serialu z lat osiemdziesiątych „Kobieta za ladą”. W dzisiejszym odcinku występują:
– krem z dyni z mleczkiem kokosowym, imbirem, limonką i trawą cytrynową
– grillowana polenta z brokułami, kalafiorem i fasolką szparagową, polana sosem z gorgonzoli
– chili con carne
– tarta z duszonymi porami, fetą, ricottą i pestkami słonecznika
– uwiecznione na zdjęciu kruche maślane ciasto z konfiturą z porzeczki, którą sama przyrządziłam, ubogacając jej smak laską cynamonu i pomarańczą w całości.