4 stycznia 2016

  
NA POCZĄTEK OGŁOSZENIE – ZAMÓWIENIA PRZYJMUJEMY DZIŚ DROGĄ FEJSBUKOWĄ, BO NIE MAM PRZY SOBIE TELEFONU. Za utrudnienia przepraszamy.

Byłam wczoraj w Kuchniach Świata, żeby uzupełnić zapasy kolonialnych specjałów. Wsiadłam w tramwaj i stanęłam nad dziewczyną, która słuchała na słuchawkach buddyjskiego mnicha. Wiem bo spojrzałam na ekran jej smartfona, gdzie mówił i delikatnie gestykulował pan ubrany jak Dalaj Lama, ale nim nie będący. Słuchaczka nie patrzyła w telefon, ale kontemplowała widok za oknem. Pomyślałam, że to osobliwe i ciekawe i ukradkiem przyjrzałam się dziewczynie. Miała ładną, łagodną twarz i sprawiała wrażenie spokojnej osoby (albo mój mózg wygenerował z siebie wszystkie skojarzenia z buddyzmem czy lamaizmem i wtłoczył w tę dziewczynę). Stałam nad nią, trzymając ręce w tych gumowych pętlach dyndających nad siedzeniami. W okolicach Hali Targowej dopadła mnie nagła senność, która mnie zmogła na przystanku Dietla/Starowiślna. Nagle, wisząc na gumie jak Tarzanica na lianach usłyszałam z bardzo bliska: „Przepraszam.” Domorosła buddystka chciała uwolnić się od wiszącego nad nią truchła i opuścić pojazd. Z turbo głupią miną (tak sądzę, bo nie sprawdzałam ad hoc) przepuściłam ją do wyjścia, zachowując bystrość umysłu już do końca trasy. Moze to wina mięsa na obiad? Na wszelki wypadek dziś lancz wege. Tak się przedstawia w pełnej krasie:
– krem z soczewicy i marchewki z kminkiem, kurkumą i papryką
– kuskus z brokułam, fasolką, kalafiorem, pomidorami suszonymi, pestkami dyni i słonecznika i fetą
– tarta z porchettą, cukinią, serem dobbiaco i musztardą francuską
– sbriciolata, czyli kruche włoskie ciasto z ricottą i czarnymi porzeczkami.
A propos zdjęcia – pojawiła się u nas porchetta, godnie zastępując mortadellę z pistacjami. Kto jej nie zna niech wie, że jest to włoska pieczona szynka, nacierana winem i ziołami – tak dobra jak najlepsza szynka domowa.