17 stycznia 2017

  
Codziennie przy pisaniu porannych newsów dla Was wpatruję się w budynek naprzeciwko. I za każdym razem oddycham z ulgą że jeszcze go nie opakowali jakimś nad wyraz gustownym billboardem reklamowym. Zakładam że to sprawka styczniowo-lutowej smuty. Smuty która cyklicznie następuje po grudniowym szale zakupowym, po festiwalu wydawania kasy na wszystko. Stycznie przynoszą zaciśnięty pas (choć trudno go zaciskać na nowych postświątecznych fałdach), częstokroć mrozy, zwielokrotnienie smogu i ten statystycznie wyliczony dzień, w którym najwięcej osób decyduje się samopas opuścić ten padół. Przynoszą także brak funduszy na kampanie reklamowe, co zakładam po widoku z okna właśnie. Nie chcialabym, żeby to wyglądało na radość z cudzej krzywdy, ale naprawdę cieszy mnie ten brak billboardu. Jestem chronicznie uczulona na szyldozę i wściekam się na nadobecność reklam w przestrzeni publicznej, na jej ordynarne zawłaszczanie przez firmy, które chcą nam coś sprzedać. Dlatego właśnie, Moi Drodzy, nie posiadamy szyldu (jak widzicie, ideologię mozna dorobić absolutnie do wszystkiego). Mimo nieposiadania szyldu działamy jednak prężnie i codzień produkujemy dla Was jedzenie. Na przykład dziś lista naszych potraw przedstawia się następująco:
– marokańska zupa z ciecierzycy i fasoli z koprem włoskim, świeżą rukolą i kaszą pęczak
– penne alla puttanesca czyli makaron z sosem z oliwek, kaparów, pomidorów, posypany serem grana padano i natką pietruszki
– tarta z brokułami, pomidorkami cherry, fetą i czarnuszką
– sbriciolata z malinami i ricottą