10 lutego 2017

  
Każde mniejsze miasto i praktycznie każde osiedle w większym, ma swój kwartał lub blok owiany złą sławą. Zawsze o tym myślę, gdy mijam jedyny blok na Józefińskiej, gdzie jeszcze dziesięć lat temu malo kto przemykał po zmroku. W Ciechanowie za moich czasów była to „Dziewiętnastka” na osiedlu bloków Aleksandrówka. Mieszkali tam kolesie z pod ciemnej gwiazdy, a okolicą trzesła rodzinna banda, ktora parała się dystrybucją substancji psychoaktywnych. Całym interesem żelazną ręką zarządzała matka, a jej kilku synów było po prostu pracownikami rodzinnej firmy. Gdy widziałam tych braci co najmniej dwóch naraz, zawsze czułam lekki niepokoj. W mojej dzielni za rzeką, gdzie Niemcy postawili podczas wojny całkiem przyzwoite kilkurodzinne domy, też zagnieździł się rodzinny gang braci, którzy co roku na jesieni oblepiali nasze ogrodzenie, przy którym stał nieistniejący już orzech laskowy i częstowali się wespół. W mojej głowie funkcjonowali jako „złodzieje orzechów” i zawsze bałam się spotkać ich w lato na basenie, bo mnie gremialnie podtapiali, mając z tego przedni ubaw. Ja uciekałam przed nimi w wodzie, a na brzegu były już kulturysta prężył się i nosił na barana swoją małą corkę, późniejszą znaną wokalistkę.
W mieście mojego męża taki blok nazywal się „Chiński Mur” z racji tego, że był najdłuzszym budynkiem w mieście.
Przypomnijcie sobie, jak to tam u Was wyglądało – na pewno większość ma jakieś opowieści grozy we wspomnieniach.
Mniej groźnie, ale za to smacznie i uczciwie jest dziś w naszym menu. Jakie pozycje w nim występują? Ano:
– minestrone, czyli włoska zupa warzywna
– makaron farfalle, czyli po naszemu kokardki a po włoskiemu motylki, ze szpinakiem, gorgonzolą i zielonym pieprzem, posypany serem grana padano
– tarta z pieczonym kalafiorem, pomidorkami cherry i serem fontal
– dwa kawałki tarty z burakami
– tarta czekoladowo-kajmakowa