17 lutego 2017

  
Wiecie jaki jest mój największy lęk związany z naszą działalnością? Oprócz oczywiście nieświadomego podtrucia klienta, albo zrobienia czegoś tak słabego że stracę wasze zaufanie?
Najbardziej boję się tego, że kiedy już zacznę z lekka tetryczeć to będę powtarzać historyjki. Jak ten dziadzio co opowiada po dwadzieścia razy to samo, bo nie pamięta że już to mówił. Pół biedy jak będą to opowiastki topowe, z tych najlepszych. Może być przecież i tak, że mocno obniżę loty i jeszcze skażę Was na dwu- trzykrotne czytanie tych samych sucharów. Zacznę słyszeć szepty – niektóre Wasze, niektore z mojej głowy:
„Kiedyś nawet sobie radziła, ale teraz najlepiej wejść szybcuitko, przeczytać menu i spadać z tego skansenu, rozległego jak ten w Sanoku”.
No to już znacie moje lęki. Teraz mogę w spokoju przejć do tej głównej cześci i wymienić dzisiejszę spożywkę. Oto ona:
– marokańska zupa z ciecierzycy i fasoli z koprem włoskim, pomidorami i kaszą pęczak
– kus kus z warzywami (zielona fasolka szparagowa, kalafior, brokuły, pomidory suszone), prażonymi pestkami dyni i słonecznika i fetą
– tartaz dynią, speckiem, pomidorami suszonymi i serem dobbiaco z ziołami
– dwa kawałki tarty z halibutem
– ciasto drożdżowe ze śliwkami i kruszonką.