3 marca 2017

  
Dziś, proszę Was, jest dzień podróżny. Jedna pani, ktora do mnie przychodzi, wróciła z bardzo dalekiej Azji, inny pan jedzie niebawem do Austrii, bliska koleżanka szusuje właśnie w Dolomitach. A ja? Nie mam co narzekać – dziś jadę do Ciechanowa, z przesiadką w Warszawie Zachodniej. Wyjazd spowodowany solenizanctwem – wiecie – Bożeny, Krystyny, na św. Grzegorza idzie zima do morza. Wprawdzie to w okolicy następnego wekendu, ale to Rodzina zdecydowała o tym terminie. A z Rodziną się nie dyskutuje. Gdybym była capo, albo przynajmniej consigliere, to może mogłabym polemizować. Ale ze mnie jeno coś jak guardia del corpo, albo z angielska muscle. Jadę więc posłusznie z uśmiechem na ustach. Nieważne kiedy, nieważne gdzie. Najważniejsza jest podroż, jak mawiają filozofy i nauczają kołcze. Ale najważniejsze to się najeść – jak mawia cała reszta. Czym dziś się najadamy? Ano:
– krem porowo-ziemniaczany z grzankami
– butter chicken (odrobinę zmieniłam recepturę, chyba trochę smaczniejszy)
– tarta z brokułami, pomidorkami cherry i gorgonzolą
– tarta cytrynowa.