6 marca 2017

  
W podróży pociągiem jak to w podróży pociągiem. Tym razem trafiłam na gadacza telefonicznego (jakoś prawdziwy Gadacz – profesor, filozof, religioznawca, Tadeusz – nigdy mi się nie trafił). Podczas przymusowego półgodzinnego postoju na Centralnym w oczekiwaniu na jakiś ważniejszy spóźniony pociąg każdy umilał sobie czas jak mógł. Ja – czytacz – czytałam. A on – gadacz- gadał przez telefon. Trzy razy. To samo. Zagadywał te pół godziny przestoju. Najpierw chyba matka, potem córka, a na koniec jakiś dawny kolega. Wszyscy usłyszeli prawie to samo po razie, co ja słyszałam trzy razy:
– że jest głodny jak wilk
– że bilet na pociąg jest dwa razy droższy od autobusowego
– że będzie po dziewiątej.
Oprócz tego masa arcynudnych spersonalizowanych zdań, wszystko na wysokim C. Coś porobimy jutro, córeczko, ale nie pójdziemy na spacer, bo ja to nie za bardzo lubię chodzić. Ja to używam tylko fejsbuka, mesendżera, zdjęcia i czasami wchodzę, wiesz gdzie, he he he. Stary, możesz zarobić dniówkę cztery stówy, piętnaście dni w tygodniu to sobie policz. Jakie szensaście tysięcy? Ty jakiś zakręcony jesteś chłopie, kończe już to rozmowe. Na szczęście przyszła parka ze spóźnionego pociągu i go przegoniła z miejsca (natychmiast postawiłam plecak na wolnym siedzeniu obok siebie, żeby go zniechęcić). Odetchnęłam, bo Opatrzność postanowiła okazać mi litość.
Dziś sobie zjecie quesadillas, czyli jeden z Waszych ulubionych lanczy. Dla nowicjuszy informacja, że to grillowana tortilla z serem, cukinią, szynką, kukurydzą, sosem z papryką chipotle, podawana z sałatą z winegretem. W charakterze zupy występuje dziś krem z brokułów z wkładką z różyczek kalafiora. Dzisiejsza tarta to szpinak, feta i pestki dyni. W deserowni czeka korzenne ciasto marchewkowe z prażonymi orzechami i kremem waniliowym.