7 marca 2017

  
Moja starsza siostra ma niezwykły dar wynajdywania przepisów, które nie wymagają żadnego wysiłku a przy tym wychodzą z nich świetne dania. Lekko pokroić, ułożyć, doprawić upiec (albo i nie) i wychodzi zawsze coś fajnego. Z kolei moja przyjaciółka, która zamieszkuje toskańskie wzgórza ma inną zdolność, też związaną z jedzeniem. Otóż ma szósty zmysł do wynajdywania w toskańskich sklepach i na toskańskich targowiskach pysznych produktów gotowych do spożycia, jak na przykład wspaniałej pasty z kurzych wątróbek i kaparów, którą smaruje się zgrillowane kromki chleba. Albo ta pizzeria, gdzie serwuje się najlepszą pizzę w okolicy, wystarczy tylko po nią pojechać. Takie talenta pozwalają uniknąć stresu długich przygotować i ciężkiej pracy, a czas zyskany dzięki temu mozna spędzić na konsumpcji wina z rodziną i recytowaniu na przykład starych kasztaniackich wierszyków, jakie układało się w głębokiej podstawówce, ćwicząc przy tym mięśnie brzucha i pogłębiając zmarszczki wokół oczu. Wam też polecam tę drogę – jeśli nie macie talentu w tym kierunku, można nabyć te umiejętności przez ćwiczenie. A jeśli w wachlarzu wspomnień z dzieciństwa i nastolectwa nie macie żadnych kasztaniackich wierszyków, to na pewno macie inne rzeczy na podobnym poziomie, wystarczy pogrzebač we wspomnieniach.
Dziś nasz lancz też nie był jakoś wybitnie pracochłonny. A wygląda następująco:
– zupa kukurydziana z limonką, imbirem, trawą cytrynową i mleczkiem kokosowym
– cannelloni nadziewane szpinakiem i ricottą, zapiekane w sosie rosé
– tarta ze speckiem, mozzarellą, pomidorkami koktajlowymi
– tarta z kremem czekoladowym, porzeczkami i odrobiną brandy, która smakuje jak wykwintna pralina na kruchym cieście
– trzy kawałki ciasta marchewkowego.