18 kwietnia 2017

  
Dla człowieka pracy wyjazd do rodzinnego domu na jakiekolwiek dłuższe święta to poważne wyzwanie. Trzeba być posiadaczem wielu cech, zarówno osobowych, jak i charakteru oraz zdrowia.
Na ten przykład spotykanie się z przyjaciółmi i znajomymi wymaga przede wszystkim zdrowia i kondycji, których to cech myślałam że mi nie stanie. A jednak stało – a nawet z wieczora na wieczór wyraźnie się rozkręcałam. Dobrze że już po wszystkim, bo mogłabym to srogo odchorować.
Także same specjały świątecznego stołu to bardzo trudna konkurencja, ponieważ trzeba bez gadania zjeść wszystko co zostało przygotowane. Jeśli pochodzimy z domu o tradycjach kulinarnych i wspaniałym kuchennym rzemiośle wtedy sprawa jest ułatwiona, bo mamy z tego dużą przyjemność. Jeśli dodatkowo posiadamy w domu wegankę, jest bardziej interesująco, bo możemy na przykład spróbować wegańskiej paschy z nerkowców, która jest pyszna. Albo wegańskich kotlecików z soczewicy i fasoli (tutaj dochodzi też stres, bo trzeba w odpowiednim momencie wyjąć trochę warzyw z sałatki, żeby broń Boże nie wymieszać wszystkich z majonezem!).
Trudy i znoje opłacają się niezwykle, bo dostajemy w zamian trochę towarzystwa tych, na których nam zależy. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie to podstawa rock’n’rolla.
Przejdźmy zatem do meritum, które jest dziś dość lekkie, żeby nie obciążać dodatkowo układu trawiennego:
– włoska warzywna zupa minestrone z makaronem i soczewicą
– azjatycki makaron z jajkiem sadzonym, sosem sojowym, dymką, marchewką, kapustą pekińską i mieszanką przypraw tikka masala (Wersja z krewetkami 20 złotych)
– tarta z pieczoną dynią piżmową, fetą, pomidorkami i pesto
– czekoladowe brownie z sosem karmelowym