21 kwietnia 2017

  
Wczoraj przypominałam sobie wakacje na wsi i świniobicia, których jako dziecko bywałam świadkiem. Może to za dużo powiedziane, bo cała sprawa raczej mnie przestraszała, ale lewe oko (które zawsze mi trochę zezowało) zerkało w kierunku dziadkowego chlewu. Widywałam też koguty biegające jeszcze, chociaż ich łeb był już w innym miejscu, na pieńku. Zapach ziemniaków gotowanych w łupinach zawsze będzie mi się kojarzył z parnikiem i ziemniakami gotowanymi dla świń.
A co było moim rarytasem, a propos świniobicia? Nie żadne tam kiełbasy, nie szynki ani salcesony. Największym przysmakiem był tłuszcz. Tłuste kawałki mięsa, które zostało po podzieleniu na konkretne wyroby były smażone na dużej patelni. W wytopionym tłuszczu maczałam wiejski chleb i do dziś uważam to za jeden z największych przysmaków jakie w życiu jadłam. Ale to było mięso świnek karmionych ziemniakami, koniczyną i zlewkami ze stołówki pobliskiego ośrodka kolonijnego. Teraz bym się nie odważyła przyrządzić podobnej świeżyzny z wieprzowiny ze sklepu. Zresztą kupiłam kiedyś wędzoną słoninę, chyba do żurku. Próba wytopienia jej okazała się wielkim nieporozumieniem, bo całe mieszkanie wypełniło się szczelnie smrodem płynu wędzalniczego i przemysłowego tłuszczu. Ohyda.
A taki przedni tłuszcz prima sorte jako nośnik smaku karmionego po domowemu wieprzka…. Na samą myśl łezka się w oku kreci, że to se ne vrati.
Sami widzicie, ze musiałam pojść w kulinaria. Zresztą rozmawiałam z moim klientem, który mówił, że jego mama nie gotowala zup, kotletów mielonych robiła 150 na raz i mroziła. A potem przez miesiąc były na obiad mielone. Nasza mama zaś robiła codziennie inną zupę i codziennie inne drugie, po pracy. Jest to heroizm wyższego rzędu, ale i podejście ambicjonalne. No i duży talent, ale to zupełnie na inną opowieść.
Dziś opowiem Wam jeszcze, co dla Was przygotowaliśmy:
– krem z dyni z imbirem i limonką, z mleczkiem kokosowym i żółtą pastą curry
– kuskus z warzywami (brokuły, fasolka, kalafior), pomidorami suszonymi, pestkami dyni i słonecznika oraz fetą
– tarta wytrawna z burakami, kozim serem, tymiankiem, bazylią i pestkami słonecznika
– tarta kajmakowo-czekoladowa.