23 maja 2017

  
Druga połowa wczorajszego dnia przyniosła smutek, rozczarowanie i trochę złośliwej satysfakcji. Smutek? To oczywiste – razem z połową Polski opłakuję odejście Zbigniewa Wodeckiego – gościa, który jako jeden z niewielu był lubiany przez wszystkich. Przypomniałam sobie swoje tutejsze dywagacje na temat wręczenia mu znalezionej przeze mnie ksiażki z dedykacją dla niego na wspólnym przyszłym koncercie z Mitch&Mitch. Cóż – takiej okazji już nie będzie, ale przynajmniej mam coś na kształt „osobistej” pamiątki. Wiecie co najbardziej mi się w nim podobało? Że uważał, że fakt iż wykonuje to co dobrze umie nie predestynuje go do bycia kimś wyjatkowym. Po prostu chodził do roboty, a nie od razu zbawiał swiat i dorabiał ideologię.
Rozczarowanie? Cóż – zaczęliśmy oglądać nowy „Twin Peaks”. Azaliż nie chcijecie tego oglądać. Łojezu jakie to nudne i pretensjonalne. Dotrwaliśmy mniej więcej do połowy. Dłużyzny, bezsensowne sceny obiecujące COŚ, a puste jak wydmuszki, i ciągła muzyka grozy. Bez żalu wrócilismy do oglądania świetnego mini-serialu norweskiego „Nobel” na Netflixie. I ten serial polecam Wam ze szczerego serca! Znakomity.
Co do złośliwej satysfakcji, to odczułam ją do głębi, kiedy prezydent Opola wypowiedział TVP umowę w sprawie Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Po prostu nic temu Jackowi nie wychodzi. Za co się nie weźmie, zamieni nie w złoto jak Midas, ale raczej w jakiś odpad atomowy. He he he.
Dobrze, może koniec już tej żółci, bo jeszcze przejdzie do jedzenia. A jedzenie dzisiaj dobre:
– zupa z młodej kapusty z pesto, ryżem arborio, pomidorami i serem grana padano
– makaron farfalle z grillowaną cukinią w sosie śmietanowo-winnym z zielonym pieprzem i serem pecorino romano
– tarta ze szparagami, speckiem i musztardą Dijon
– sbriciolata czyli włoski kruchy deser z serem ricotta i malinami.