29 maja 2017

  
Ten indyk, co myślał o niedzieli, a wiadomo jak skończył – c’est moi. Na skutek rozmaitych zdarzeń losowych nie dotarłam na Beer Week. Ubolewałam nad tym bardzo, ale nic nie mogłam poradzić. Moze w takim razie Bracka Jesień we wrześniu w Cieszynie?
Dzięki temu, że miałam nadwyżkę czasu na kanapie, oraz przyjacielowi z ogólniaka poznałam świetny australijski serial „Rake” (dopiero wczoraj sprawdziłam co to znaczy i oprócz znaczenia „grabie”, jest i to właściwe – birbant, ochlejus, moczymorda – ponad sześćdziesiąt synonimów w SJP). Serial bardzo polecam, bo jest to prawniczy obyczaj, ale z dużym zacięciem komediowym. Inteligentny humor, wynikający z życiowych perypetii pewnego adwokata z Sydney – hulaki i utracjusza (tak, tak – to też synonimy ze Słownika Języka Polskiego), który jak to zwykle bywa z takimi typkami, jest magnesem dla płci przeciwnej i trochę przypomina Hanka Moody, ale jest większym hardcorem (ciekawe czy nasz prawniczy światek jest równie barwny co ten w Sydney?). Polecam z całego serca i przechodzę do menu, bo czas nagli:
– krem z cukinii z grzankami
– TAJSKA ZUPA z krewetkami, mleczkiem kokosowym i świeżą kolendrą
– BUTTER CHICKEN, czyli kurczak z pomidorami, masłem, garam masala, podawany z ryżem basmati i kolendrą także
– tarta z burakami, kozim serem, pomidorkami i pestkami dyni
– słodka tarta Bakewell z masłem orzechowym, cienką warstwą dżemu malinowego, malinowym lukrem i fistaszkami.