8 czerwca 2017

  
Dziś zajmiemy się zagadnieniem tak zwanej ksywy. Ksywka to inaczej pseudonim, przezwisko, lub idąc za „Panem Tadeuszem” – imionisko. Ksywki dochrapuje się dzłowiek na różne sposoby. Można ją zdobyć ze względu na charakterystyczne cechy wyglądu, podobieństwo do kogoś znanego, kolor włosów (niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie zna żadnego Rudego, Białego czy Miśka). Może to być także ksywka od nazwiska – na ten przykład ja i każda moja siostra to po prostu Kiśle i w niektórych środowiskach wciąż tak do mnie mówią. Można też ksywkę odziedziczyć po starszym bracie lub siostrze, ale bywa to ryzykowne. Chodziłam do klasy z pewnym chłopakiem, którego brat miał ksywkę – pardon le mot – Dupa. Poczciwy Marcin został więc wbrew swej woli Młodszym Dupą i myślę, że było to dla niego brzemię. Ja sama wymyśliłam kilka mniej lub bardziej udanych. Najbardziej jestem dumna z Froda (pozdrawiam Cię Frodo serdecznie!) i Ziemowita Pieczarki (wyobraźcie sobie najbielszego piastwoskiego blondyna z fryzurą na pieczarkę), Breżniewa (to wiadomo) i Pionka (nasz kupmel z czasów studenckich przychodził zawsze na imprezy z jakimś kolesiem, którgo pesronaliów przez rok nikt nie zdołał zapamietać – w końcu stanęło na tym, że gdy pojawiali się gdzieś razem mówiłyśmy, że przyszedł W. z Pionkiem). Reszta ksywek jest średnia, albo nie mieści się w kanonie dobrego smaku.
Od dobrego smaku grzechem jest nie przejść do dzisiejszego menu – okazja lingwistyczna nasunęła się o czasie. Oto dzisiejsze propozycje:
– harira, czyli marokanska zupa o bogactwie smakow z soczewicy i ciecierzycy, z mnóstwem korzennych przypraw i świeżą kolendrą
– gnocchi, czyli włoskie kluseczki ziemniaczane z sosem z pomidorów, warzyw, wędzonego boczku, z dodatkiem salami finocchiona i ‚nduji, posypane serem grana padano
– gulasz węgierski z wołowiny z kaszą gryczaną
– tarta z bakłażanem, cukinią, fetą i pesto
– czekoladowe brownie z sosem karmelowym.