26 czerwca 2017

  
Na początku pragnę dokonać sprostowania. Otóż najmocniej przepraszam pana Rafała Maseraka. Pan Rafał został przeze mnie pominięty, gdy wymieniałam skład drużyny celebryckiej rozgrywającej sobotni mecz charytatywny przeciwko ciechanowskim urzednikom miejskim. I jeśli pan Rafał to w piątek czytał to mogło mu się zrobić przykro. A przecież tyle razy występował w Tańcu z Gwiazdami, że powinnam go wrzucić na czołówkę. No, może na drugim miejscu po Jarku Jakimowiczu. Ale Jarek chyba próbuje się z powrotem dostać do szafki z konfiturami, bo widziałam go w telewizorze w jakimś badziewnym programie obok Natali Siwiec i Norbiego, jak robili za ekspertów od efektów specjalnych w filmach.
Ja oczywiście mimo całej otoczki i napompowania wydarzenia, nie dotarłam w końcu na stadion. Wszystko dlatego że nie była to jedyna atrakcja tego wieczoru. Odbywał się jeszcze festiwal zespołów ludowych Kupalnocka. Wybrałam folklor, bo Kupalnockę otwierała a capella córka mojej najstarszej siostry. Familiada wygrała więc z celebryctwem. Poza tym widziałam mojego polonistę z liceum, ktory jest obecnie radnym. Siedział w namiocie dla VIPÓW, gdzie był wyszynk i daszek przed deszczem. Wydawał się szczęśliwy i spełniony, jakby w końcu dotarł tam, gdzie całe życie gnała go ambicja.
Jutro napiszę Wam o podróży, bo post taki wymaga oddzielnej oprawy. Teraz przechodzę do dzisiejszej strawy. Wielu bedzie zadowolonych z głównego lanczu. Ale po kolei:
– zupa z młodej kapusty z pesto, pomidorami, ryżem arborio i serem grana padano
– quesadillas, czyli grillowana tortilla z serem, szynką, cukinią, kukurydza, sosem z wędzoną papryką xhipotle i sałatą z winegretem
– tarta wytawna z dynią, kozim serem, pomidorem malinowym i tymiankiem
– mocno czekoladowe brownie z sosem karmelowym.