6 lipca 2017

  
Pamietacie te dwie wczorajsze ulewy w Krakowie? Tę późnopopołudniową i wczesnowieczorną? Ha! Każda z nich zebrała na mnie swoje żniwo, ponieważ byłam w rowerowych rozjazdach „na mieście” i załatwiałam rozmaite sprawy. Chociaż widziałam, że chmura już nade mną i drałowałam co sił w pedałach, deszczysko dopadło mnie na wysokości Mostu Kotlarskiego i zmoczyło od stóp do głów. Najbardziej bałam sie tego że zmyje mi misterną konstrukcję kilku plastrów ze środkowego palca lewej ręki. Konstrukcja jest tam od wczoraj ze względu na moją udaną próbę samookaleczenia świeżo naostrzonym nożem do szatkowania. Wszystkie te rany na palcach zawsze mnie niezwykle denerwowały, bo wszelkie czynności ablucyjne muszę wówczas wykonywać w jednej rękawiczce, albo kondomiku na palcu.
W każdym razie zmokłam tak bardzo, że poważnie rozważałam odstąpienie od wieczornej toalety – już to ze względu na samookaleczenie, już na fakt, że w zasadzie prysznic był. Cięcie.
A co dziś na obiado-lanczo-deser?
Bardzo smaczna i różnorodna kompozycja:
– krem z groszku ze świeżym lubczykiem i tymiankiem, z odrobiną jogurtu naturalnego
– keralan curry – curry z południowej części Indii, ze smażonym tofu, mleczkiem kokosowym, pomidorami, imbirem, szalotkami, kuminem, liśćmi curry, swieżą kolendrą, podawane z ryżem basmati, który wychodzi nam coraz smaczeniejszy
– tarta z duszoną w winie cukinią, porchettą, serem fontal i czarnuszką
– trzy kawałki tarty z bakłażanem, fetą, mozzarellą i pomidorkami
– słodka tarta z kremem waniliowym, malinami i jagodami.