12 lipca 2017

  
Jakieś osiem-dziewięć lat temu pojechaliśmy ze znajomymi i przyjaciółmi na wiosenne wakacje winnym węgierskim szlakiem. Czyli najpierw kilka dni w Tokaju, potem w Egerze. To właśnie tam odkryłam, że nasze pierwsze domowe wino to zakamuflowany tokaj i liznęłam kultury picia wina na Węgrzech. Byliśmy chwilę przed sezonem, więc nam podobnych turystów było jak na lekarstwo. Tokaj okazał się sennym urokliwym miasteczkiem, Eger już dość sporym miastem, z nawet dużą starówką i rozlicznymi atrakcjami. Do największych należy na pewno prawdziwa camera obscura w wieży barokowego Liceum, a także mekka opojów – Dolinka Pięknej Kobiety (bo po paru głębszych wiecie jak postrzega się piękno). W tej dolince zlokalizowanych jest kilkadziesiąt piwniczek z winami, każda reprezentuje inną winnicę. Można próbować na kieliszki za grosze, a jeśli smakuje – nabyć butelczynę. Chodziliśmy od piwniczki do piwniczki racząc się różnej jakości winkami. Kiedy zasiedliśmy w jednej pustej piwniczce okazało się po chwili, że dołączyła do nas zorganizowana wycieczka Ukraińców. Korzystali oni z programu rozrywkowego dla większych grup. Były to swego rodzaju zawody, które polegały na jak najszybszym opróżnieniu karafki z winem, najlepiej jednym duzym haustem. Karafka miała długą i cienką szyjkę, a wino było lane z daleka, wlewając się spektakularnym łukowatym strumieniem wprost do gardzieli. Pierwszy uczestnik – około pięćdziesięcioletni mężczyzna bez mrugnięcia wlał w siebie zawartość na jednym łyku i w nagrodę dostał butelkę wina. Po nim zgłosił się Saszka – rzutki młodzian, który miał już trochę w czubie. Miał kilka podejśc do opróżnienia flaszeczki, ale nie do końca sprostał zadaniu – krztusił się, wszystko podchodziło mu do gardła i nie dokończył. Siedzielismy troche z nimi, bo nasze słowiańskie dusze znalazły nić porozumienia, a Saszka nawet próbował mnie podrywać. Gdy grupa zbierała się do wyjscia, Saszka chciał przykozaczyć i upierał się, że on też zasługuje na nagrodę. Krzyczał kilka razy:”Ja czempion! Ty mienia daj darmoszku!” Nie dał się zbyć byle czym i w końcu zrezygnowana organizatorka dała mu jakąś butelkę wina, żeby zamkna mu usta. Mam nawet zdjecie z Saszką, ale musiałabym przerzucić z komputera w domu na tableta – kiedyś Wam pokażę.
Dziś Wam pokażę, a nawet dam spróbować naszych lanczowych dań oraz słodkości. Oto lista:
– zupa z młodej kapusty z pesto, świeżymi pomidorami, ryżem carnaroli i serem grana padano
– gnocchi czyli włoskie kluseczki ziemniaczane, polane sosem bolońskim z wołowiny, warzyw, pomidorow i czerwonego wina, posypane serem
– cannelloni czyli rurki makaronowe nadziewane szpinakiem i ricottą, zapiekane w sosie rosé z pomidorów i bazylii, z odrobiną śmietany
– tarta z pieczonymi burakami, fetą, serem provolone i tymiankiem
– mocno czekoladowe brownie z sosem karmelowym.