19 lipca 2017

  
Jechałam wczoraj rowerem i dostrzegłam na przystanku plakat ze średnio udanym hasłem reklamowym – „Nie jestem byle kim, nie jem byle czego”. To kojarzy mi się kimś zakompleksionym, kto na każdym kroku musi podkreślać że jest lepszy niż reszta i ważny. W wydaniu naszego ulubionego Detektywa maksyma owa brzmi lepiej i jest pytaniem:”Wiesz z kim tańczysz?!?”
Ale nie to jest clou. Plakat bowiem miał dorysowane atrybuty, które kiedyś były na każdej wydrukowanej twarzy, a teraz ciężko je spotkać. Mówię tu o zamalowanym na czarno co drugim zębie, ewentualnie dorysowanych wąsach u kobiet. To zawsze wywołuje moją dziecięcą radość. A naprawdę rzadko mogę to teraz zaobserwowac. Chociaż traktowanie w ten sposób plakatów wyborczych chyba ciągle jest bardzo powszechne. Miałam zacytować klasyka i napisać że z plakatami wyborczymi jest to „oczywista oczywistość” ale po namyśle dochodzę do wniosku że niektórzy klasycy nie są warci cytowania i im mniej się powtarza ich słowa tym lepiej. Trzeba je cytować w odniesieniu do kontekstu, w jakim zostały wypowiedziane, a nie wprowadzać do obiegu jako śmieszne hasełka. Bo coraz mniej tu śmiesznie.
Śmiesznie mniej, ale staram się żeby nie było mniej smacznie. Szczerze mówiąc dzisiejsza florencka wyszła wyjątkowo dobra. Dodałam do niej tureckiej papryki, czubricy i mieszanki ziół. Reszta też niczego sobie, o czym poniżej:
– florencka zupa z fasoli z jarmużem i grzankami
– krem z porów i ziemniaków na białym winie z tymiankiem, gdzie również będą pływały grzanki
– butter chicken czyli kurczak w sosie z pomidorow, masła, przyprawy garam masala i imbiru, podany z ryżem basmati i świeżą kolendrą
– tarta z pieczonym bakłażanem, ricottą, serem pecorino romano, pestkami dyni i ostrą papryczką
– słodka tarta z kremem budyniowym, malinami i borówkami amerykańskimi.