27 lipca 2017

  
Na wstępie a propos historii o sprzedawaniu jagodzianek letnikom by zarobić na wakacje (w takim skrócie brzmi jak streszczenie pozytywistycznej nowelki) to Ania mi przypomniała w komentarzach, że co do mężczyzn pytających żony o zgodę na zakup jagodzianek to znalazł się jeden buntownik, który sam podjął decyzję. Stwierdził mianowicie, że nie kupi, bo mamy dwadzieścia groszy drożej niż w sklepie. Udałyśmy się więc z kilkoma niesprzedanymi do domu, a w międzyczasie zaczęło padać. Na ścieżce między łanami żyta zobaczyłyśmy że ktoś nas goni na rowerze w deszczu. Był to ów jegomość, który zapewne skarcony przez małżonkę za gorsząca samowolę, w akcie desperacji rzucił się w pogoń bicyklem za znikającymi jagodziankami. Na szczęście zdążył i uratował małżeństwo. Jak mogłam o tym zapomnieć – przecież to doskonała puenta życiem pisana!
Zanim spuentuję na dziś, wypiszę Wam tutaj wszystkie nasze propozycje garmażeryjne:
– zupa z młodej kapusty z pomidorami, serem grana padano, ryżem arborio i pesto
– keralskie curry (do tej pory nazywałam je „keralan”, ale w ostatnim numerze „Good Food Magazine” jest inny przepis na curry z tego regionu i nazwa jest spolszczona, a brzmi to dobrze więc się podczepiam)
– tarta z pieczoną zielona papryką, ostrym salami, pomidorkami i serem provolone
– tarta z porchettą, duszoną w winie cukinią, cheddarem i czarnym sezamem
– mocno czekoladowe brownie z sosem karmelowym.
Puenta pewnie będzie jutro, bo wraz z najlepszą riposta przychodzi zwykle po ptakach.