28 lipca 2017

  
Dwa dni temu byłam na zakupach. Nic nadzwyczajnego, wiecie – przypięłam rower do stojaka, pobrałam za pomocą żetonu koszyk na kółkach i weszłam do przybytku, aby zamienić pieniądz na towary. Cała operacja zajęła mi niecałe pół godziny. Wychodzę, idę z koszykiem do roweru, patrzę – siedzi jakiś młody człowiek na krawężniku przy rowerach, grzebiąc w swoim smartfonie. Pomyślałam że dziwne miejsce wybrał na posiad, ale nie drążyłam tematu, bo trzeba było przełożyć zakupy do rowerowych sakw. Przekładam więc z mozołem, wciskam torby. I to był ten moment, kiedy młody przekrzywił głowę i zaczął mnie obserwować. Zapakowałam już wszystkie zakupy i wzięłam się za odpinanie roweru od stojaka. Patrze i oczom nie wierzę i czuję jak na fizjognomię wypełza zdradziecka purpura. W ułamku sekundy pojęłam, na co czekał młodzian.
– Przypiełam się do Pańskiego roweru?
– Yhy
– O rany! Bardzo przepraszam! Długo Pan czeka?
– No tak z pół godziny.
– Naprawdę bardzo mi przykro, jeszcze raz przepraszam.
– Nic się nie stało.
Powiedział to z kamienną twarzą i wiedziałam że w głębi duszy ma mnie za kompletną idiotkę i jest wściekły. Na jego miejscu miałabym podobne myśli. Podkuliwszy ogonek udałam się w stronę chaty. No nigdy bym nie pomyślała że się komuś bezwiednie do roweru przytroczę…
Przy Nowym Bufecie to co innego. Tutaj rower przytraczam do mężowego. Tak jak i dziś żem przypięła. Potem weszłam i zaczęłam z małżonkiem produkować towar na dziś. Oto co wyprodukowaliśmy:
– minestrone czyli włoska zupa warzywna z makaronem i zieloną soczewicą
– zupa z młodej kapusty z ryżem, pesto, pomidorami i grana padano (to produkcja z wczoraj)
– makaron penne w sosie ze świeżego szpinaku i gorgonzoli, ze śmietaną i białym winem, z dodatkiem zielonego pieprzu i sera grana padano
– tarta ze speckiem czyli dojrzewającym wędzonym udźcem wieprzowym, grillowana cukinią, gorgonzolą i pestkami słonecznika
– czekoladowe brownie z sosem karmelowym.