7 sierpnia 2017

  
Moje wczorajsze obserwacje zakupowe są dość smutne. Odwiedzałam nasze polskie dyskonty powszednie (jeden portugalski, drugi w opcji niemieckiej) i widziałam tak klientów przerażających a gnuśnych. Najpierw u Portugalczyka. Pani po pięćdziesiątce, władcza, co może sugerować dyrektorstwo państwowej podstawówki (ale wcale nie musi), przy kasie. Wzięła sobie winogrona, tyle ile chciała. Ale przy ważeniu okazało się że jednak za dużo, bo dwa kilo. Każe kasjerce odkładać. Kilo trzysta to znowu za mało. Klientka więc przekłada z jednorazówek do jednorazówek, obrywa pojedyncze grona i wstrzymuje kolejkę na dobrych kilka minut. Oczywiście zamiast zważyć na stoisku ma pretensje i komentuje masakrując owoce, że przy kasie powinien być specjalny nożyk (?!?). W końcu bierze ponad półtorej kilograma i wychodzi nadąsana.
Potem u Niemca. Tym razem ja przy kasie, z boku podchodzi bardzo zażywny i czerwony, a dość młody mężczyzna. Wymachuje biletem parkingowym na 95 złotych krzycząc że oszukują ludzi, ze to są jakieś jaja, że on zrobił zakupy i płacić nie będzie. Kasjer spokojnie mu tłumaczy, że wystarczy tylko wysłać e-mail, opisać sprawę, dołączyć paragon i wszystko się wyjaśni. Spokój pracownika rozsierdza agresora, padają wulgaryzmy i próba siłowego przytrzymania kierowniczki, która nie mogąc się normalnie z nim porozumieć próbuje oddalić się na zaplecze. Mężczyzna krzyczy na cały sklep, popisując się znajomością soczystej polszczyzny. A wystarczyło przeczytać jeden z kilku komunikatów o pobraniu DARMOWEGO biletu parkingowego dla klientów (co zrobione jest właśnie z troską o klienta, żeby cwaniaczki sobie nie parkowały za darmo, nie robiąc zakupów a załatwiając swoje sprawy). Pan robi z siebie pośmiewisko, ale jest pewny swej wielkiej krzywdy i obiecuje że nigdy zakupów tu nie zrobi. Wszyscy klienci są podenerwowani sytuacją i patrzą na niego z niesmakiem.
Kiedyś ekspedientka miała przewagę i mogła obsobaczyć klienta – dziś często jest odwrotnie. Muszę jednak oddać sprawiedliwość pracownikom, że zachowali zimną krew i nawet życzyli panu miłego dnia. Pozostawiam bez komentarza i przechodzę do menu:
– zupa z młodej kapusty z pesto, ryżem carnaroli, pomidorami i grana padano
– tagine z kurczaka z suszonymi morelami, miodem, świeżą kolendrą i orzechami nerkowca (przypominajcie mi o orzechach!), podany z kaszą bulgur
– tarta z pieczonymi burakami, pomidorami malinowymi, kozim serem i tymiankiem
– sernik nowojorski z musem ze świeżych malin.