8 sierpnia 2017

  
Kurka wodna, ale się jaram obecnym sezonem „Gry o tron”! Moim zdaniem jest najlepszy – pożegnano w końcu dłużyzny, które były wynikiem rozproszenia bohaterów po świecie. Konsolidacja miejsca ich pobytu do Westeros i nieuchronna wielka wojna o Żelazny Tron i perspektywa walki z Obcymi sprawiły że fabuła jest mięsista. Mnie trzyma w napięciu tak, że od rana myślę o kolejnym odcinku i odczuwam emocjonalne rozedrganie. Największe gnidy tamtego świata (pardon le mot, ale w odniesieniu Joffreya Baratheona czy Ramseya Boltona „gnida” to eufemizm) zeszły z padołu i nie wzbudzają już morza naszych negatywnych odczuć, nie zaciskają naszych rąk w pięści i nie wykrzywiają naszych twarzy w grymasach obrzydzenia. Sytuacja jest dynamiczna, brat staje przeciwko bratu, a niektórzy nie są tymi, którymi się wydają. Wczorajszy odcinek dał mi znowu ogrom emocji – kto nie widział niech zrobi wszystko żeby nadrobić to niedopatrzenie. A ja już kończę z tą podjarką, bo trzeba poinformować Was, co dziś możecie u nas zjeść poza stałymi punktami menu:
– krem z brokułów z kalafiorem
– cannelloni nadziewane szpinakiem i ricottą, zapiekane w sosie rosé
– tarta wytrawna z pikantnym salami z Kalabrii, pieczoną zieloną papryką, pomidorkami cherry i mozzarellą
– sbriciolata czyli włoski kruchy deser nadziany porzeczkami i serem ricotta.