1 września 2017

  Od samego rana rozkminiam, jak dojadę na dworzec na drugą w nocy. Chciałam jak cywilizowany człowiek z Unii Europejskiej zamówić taksówkę i udać się na pociąg. Niestety korporacje taksówkowe z piątku na sobotę nie przyjmują rezerwacji z wyprzedzeniem. Trochę się więc lękam, że jak zacznę dzwonić po pierwszej w nocy po taksówkę to się nigdzie nie dodzwonię. Wymyśliłam że w takim razie pojadę tramwajem nocnym. Wchodzę na stronę MPK, ale tam nie ma żadnych tramwajów nocnych – wycofano się z nich – czy to przez remonty w newralgicznych punktach miasta? Wygląda na to, że jak przystało na dumną przedstawicielkę narodu – pomostu między wschodem a zachodem nie zaprezentuję światu mojego zachodnioeuropejskiego oblicza typowego podróżnego w taksówce z walizką. Będę musiała popylać z plecakiem na rowerze, zaparkować go w kamienicy na Mogilskiej, czyli tam gdzie jest Nowy Bufet i resztę drogi pokonać z buta, lub jak tu mawiają – na nogach. Czyli tak bardziej po wschodniemu, z kombinowaniem. Serce się rwie do Europy, ale tutaj jest jak jest, po prostu, i Ty dobrze o tym wiesz. A miała być to pierwsza podróż, podczas której nie dźwigam plecaków, toreb i innych ciężarów, ale przemieszczam się z walizeczką na kółkach, nie ocierając dyskretnie potu z czoła, miałam podróżować ze stosowną do wieku powagą. Odkładam więc mrzonki podróżnicze do następnej razy, czyli w okolice początku listopada.
Tymczasem jeszcze cały dzień przed nami, trzeba go przeżyć, a do przeżycia niezbędne jest paliwo. Zanim przestawicie sie na piątkowowieczorne paliwo wysokooktanowe, najpierw przyjdźcie tutaj na zwyczajowy lancz. Mamy dziś takie rzeczy:
– krem z dyni z mleczkiem kokosowym, imbirem, cynamonem i limonką, leciutko pikantny
– tradycyjne węgierskie leczo z oryginalną węgierską kiełbasą do leczo, zakupiona na Starym Kleparzu w Węgierskich Specjałach, do tego chleb na zakwasie
– tarta z toskańskim salami finocchiona, pomidorkami, mozzarellą i pesto z bazylii
– włoskie kruche ciasto sbriciolata z czarnymi porzeczkami i serem ricotta.