22 czerwca 2017

  
Język ojczysty to kameleon. Tak jak krajobraz miejski ciągle się zmienia – burzy się budynki, wytycza nowe trasy, stawia osiedla i pomniki, tak i język ulega nieustannym przeobrażeniom. Jest to zjawisko fascynujące i przebiegające niesłychanie dynamicznie. Słowa wchodzą, czasem zostają, czasem wychodzą tylnymi drzwiami, albo zupełnie zmieniają znacznie. W dzisiejszych czasach juz dawno elity nie kreują języka – robi to ulica, młodzież, nierzadko telewizyjne reklamy.
Do czego zmierzam i po co ten przydługi wstep? Żeby powiedzieć Wam króciutko o wczorajszej obserwacji, tak a propos trendów językowych i ich cyklu życia.
Wczoraj widziałam Typowego Janusza, który wyrażał się o kimś z pogardą per „Typowy Janusz”. Byłam prawdopodobnie naocznym świadkiem odchodzenia do lamusa tego popularnego wydarzenia. Zauważyłam to pewnie dość późno, bo wszyscy, którzy są bardziej na bieżąco i wyprzedzają trendy pewnie z rok temu uznali ten związek frazeologiczny za mocno passè i już dawno mówią coś w stylu „Zdzisław” albo „Cywil” (albo coś zupełnie innego, obecne na razie w wąziutkich kregach, ale już czające sie za rogiem, żeby rozlać się potopem na Rzplitą).
Janusz Januszem, ale zjeść coś trzeba. Na dzisiejszy dzień mamy dla Was następujące propozycje:
– harira – marokańska lekko pikantna zupa z ciecierzycy i soczewicy z pomidorami i aromatycznymi przyprawami
– cztery porcje kremu z cukinii z grzankami
– makaron farfalle z grillowaną cukinia w sosie śmietanowo-winnym z zielonym pieprzem i serem pecorino romano
– około ośmiu porcji massaman curry, czyli tajskiej wołowiny w mleczku kokosowym z orzeszkami ziemnymi, podanej z ryżem basmati i świeżą kolendrą
– tarta z porchettą, pomidorkami cherry, pomidorami suszonymi, mozzarella i śieżą bazylią
– wyczekiwane przez wielu ciasto marchewkowe z prażonymi orzechami i kremem waniliowym.