16 stycznia 2018

  Jadłyśmy ostatnio czekoladki z mamą i siostrą. Podczas wybierania i zajadania siostrę dopadła refleksja: „Forrest Gump mawiał, że życie jest jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz, na co natrafisz. Zawsze kiedy zajadam czekoladki z pudełka, sprawdzam pod spodem jakie są smaki i kształty i doskonale wiem co mnie spotka z ich strony.”
Przyznałam jej rację, że slogan się nie broni, a na poparcie tej tezy przypomniałam sobie jeszcze jeden fakt – w 1993 podczas rozdania Oskarów „Forrest Gump” święcił triumfy i uczynił z Toma Hanksa wielkoformatową gwiazdę i wyciągnął Robin Wright z kiepskich telenowel. „Forrest Gump” miał wtedy konkurenta, który otrzymał tylko jednego Oskara – za scenariusz. Był to „Pulp Fiction”. I teraz pomyślcie – jaki status ma obecnie pierwszy, a jaki drugi film. I czy przeciętny kinoman jest rozeznany w twórczości Roberta Zemeckisa, czy raczej to każdy film Quentina Tarantino jest wielkim wydarzeniem? Film o poczciwym głupku był absolutnym hitem i blockbusterem, ale w sumie to typowa amerykańska historia, świetnie zagrana i wyreżyserowana z nowatorskimi na tamte czasy efektami specjalnymi. Natomiast „Pulp Fiction”… Cóż – to chyba opus magnum Tarantino, jeden z tych filmów, który nigdy się nie nudzi i wszedł do kanonu kinematografii. I od tekstu o czekoladkach wolimy raczej bezwzględne: „Zrobię Ci z dupy Jesień Średniowiecza” (notabene, w Ciechanowie na półce mieliśmy książkę o tym tytule, której autorem był bodaj Johan Huizinga).
Mama powiedziała że nigdy nie oglądała „Pulp Fiction”, więc efekt konwersacji był taki, że na drugi dzień przyswoiła sobie owo dzieło. Co niepomiernie mnie cieszy.
Was zaś na pewno ucieszy dzisiejszy lancz, na który składają się:
– zupa kukurydziana z mleczkiem kokosowym, imbirem, trawą cytrynową i limonką (dziś ma kolor żółto-pomarańczowawy, bo z rozpędu sypnęłam do miej mielonej papryki)
– makaron farfalle z grillowaną cukinią w sosie śmietanowo-winnym z serem pecorino romano
– tarta z wędzonymi kiełbaskami pieprzowymi, pomidorkami koktajlowymi, świeżą szałwią i – uwaga, uwaga, w końcu wykorzystałam brazylijski dar – z posypką-kruszonką zwaną z portugalska farofa
– trzy kawałki tart z cukinią, pomidorami suszonymi i grana padano
– sbriciolata czyli włoskie ciasto z ricottą i malinami.