Nowy Bufet

NOWY BUFET
UL. MOGILSKA 15A
TELEFON 12 346 17 49
PN–PT 10.00–15.00

19 kwietnia 2021

Czasem świerzbią mnie palce, żeby zostawić jakiś polemizujący komentarz na fejsie. Czasem nawet go piszę, ale zawsze przed wysłaniem kasuję. Tak jak wówczas, kiedy moja koleżanka z Krakowa – dziś zamieszkująca Skandynawię plandemiczna neofitka, umieściła u siebie nagranie niejakiego „Suwerena” – labilnego psychicznie, agresywnego atencjusza, który wraz z dwoma innymi osobami wkroczył do szpitala, gdzie nagrywał chorych i bezbronnych ludzi, wpychając się do sal, w których leżeli. Moje oburzenie lewitowało w okolicach zenitu, bo sama niedawno przebywałam w szpitalu i kiedy pomyślałam, że taki pobudzony osobnik wszedłby do mojej sali i filmował mnie po zabiegu, na pewno nie pozostawiłaby, sprawy bez odzewu. Byłam srodze oburzona, że koleżanka widzi tylko swojego idola, który „obnaża” plandemię, a nie widzi w jaki sposób sobie poczyna i jak odziera ludzi z godności. Ale ochłonęłam i wykasowałam w cholerę wiedząc, ile nerwów mnie to kosztuje. Zawsze bowiem, kiedy już coś skomentowałam, przez pół dnia żyłam tym komentarzem, sprawdzałam odzew, układałam w głowie riposty – jednym słowem spalałam się jak papierowa zabawka – bo przecież chodzi tu tylko o moje kliki. O przerobienie mojego świętego oburzu na różne cele.
Za każdym razem, kiedy odpuszczam, gratuluję sobie potem w duchu i odczuwam dużą ulgę.
Zresztą – dzięki tym, którzy często, gęsto, hożo i ochoczo udzielają się na różnych fanpejdżach, nagle zaczęłam mieć o nich jakieś pojęcie. I oto w pełnej krasie pokazują mi swoje miękkie podbrzusze znajomi – często są to słabi znajomi, albo ci, których znałam dwadzieścia lat temu, czyli obecnie w zasadzie ich nie znam. Wiem, kto interesuje się wypiekami, kogo zajmują ciuszki, kto siedzi w samochodach. I oczywiście kto się zaszczepił, a kto jest sceptyczny. Czy ta wiedza mi się do czegoś przydaje? Czasem tak, ale generalnie jest ona mało użyteczna. No chyba że odkryję w kimś agresora czy rasistę, homofoba, ksenofoba – wtedy bez żalu mówię bezgłośnie „pa, pa” i rozstaję się z nim po cichutku. On nawet nie zauważy, pochłonięty swoją krucjatą. Lepsza bańka, niż obcowanie z cudzą agresją.
Tak więc, ze swojej banieczki, która generalnie jest dość pojemna, ale ma gdzieś tam swój kres, witam Was w ten dżdżysty poniedziałek i zapraszam do odwiedzenia Nowego Bufetu w celach konsumpcyjno-towarzyskich. Oto, co mamy dla Was (a w tle właśnie wspaniały Edmund Fetting w piosence z „Prawo i pięść”, z tekstem Osieckiej – „Nim wstanie dzień” – kocham!)

  • krem z buraków z jogurtem
  • marokański tagine z kurczaka, z suszonymi morelami, prażonymi nerkowcami, kolendrą i bulgurem
  • tarta z grillowaną cukinią, mozzarellą, gorgonzolą i słonecznikiem
  • tarta cytrynowa z bezą.