20 października 2017

  Na pewno wszyscy pamiętacie Harlequiny. Te tanie, lekkie ogólnodostępne książki o tematyce romansowej. Tak jawnie i bezproblemowo niesilące się i nieudające wysokiej literatury. W latach dziewięćdziesiątych i trochę na przełomie wieków były prawdziwą żyłą złota. Sama przeczytałam w siódmej klasie niejednego takiego Harlequina, bo mama mojej koleżanki-sąsiadki z jednej klasy w podstawówce wykupowała wszystkie nowości z kiosku obok. Jako dzierlatka czytająca wtedy wszystko jak leci łaszczyłam się także na te romansidła. Kolory okładek oznaczały także stopień namiętności i ilość i intensywność scen erotycznych. Wiadomo więc, że te białe były dla dzieci. Prawdziwy seks odbywał się raczej w różowych i fioletowych. Tak się składa że małżonek w harlequinowej fazie schyłkowej pracował w studiu projektowym, które zajmowało się korektą i składem wydawanych na polskim rynku Harlequinów. A że biznes szedł spektakularnie, to i cztery tygodniowo potrafiły się ukazać. W związku z masowością zatrudniano średnio wykwalifikowanych tłumaczy, by oszczędzić hajs. Ale od czego jest (teraz już raczej Ś.P.) korekta? Niezastąpiony Pan Sławek (tak go umownie nazwijmy) był tak doskonałym korektorem, że właściwie pisał książki na nowo – lepsze, ciekawsze, bardziej wciagające. Potem stopniowo sprzedaż malała – szukano rozmaitych przyczyn, ale prawda jest taka że rynek po prostu się wysycił. Ja mimo przeczytania pewnie ze dwudziestu zapomniałam radośnie fabuły wszystkich, ale pamietam że już wtedy podśmiewałam się z kiczowatego języka, czytając jednocześnie z wypiekami na twarzy, bo przecież „momenty były”.
W naszym przybytku możecie liczyć na inne momenty, no chyba że zmysłowa przyjemność jedzenia ma dla Was wymiar erotyczny. W dniu dzisiejszym oferujemy:
– zupę z kapusty z pesto, ryżem arborio, pomidorami i grana padano
– farfalle z grillowaną cukinią w sosie smietanowo-winnym z zielonym pieprzem i serem pecorino romano
– tarta z pieczoną dynią hokkaido, pomidorkami, serem dobbiaco i pestkami dyni
– tarta z kremem czekoladowym z odrobiną brandy i malinami.