16 stycznia 2020

  
Zapewnie wielu z Was, zwłaszcza tych, którzy odwiedzali Florencję, słyszało o syndromie Stendhala. To nienaturalne wzmożenie, związane z obcowaniem ze sztuką, której to sztuki są w stolicy Toskanii przemysłowe ilości. Biedaczek Stendhal zobaczywszy monumentalną katedrę Santa Maria del Fiore, oraz obejrzawszy zbiory Uffizi i posąg Dawida, nie ogarnął umysłem tej ilości arcydzieł i doznał na tę okoliczność rozmaitych objawów somatycznych – kołatania serca, dezorientacji, zawrotów głowy czy halucynacji. Okazało się, że wielu innych turystów wizytujących Florencję, doznawało podobnego przytłoczenia, więc zaczęto mówić o syndromie.
Zastanawiałam się ostatnio, czy taki mikro syndrom może kogoś nawiedzić w innych okolicznościach – na przykład podczas oglądania filmu, słuchania muzyki, czy czytania książki – jeśli treści które przyswajamy wiążą się z uruchamianiem u nas jakichś olbrzymich emocji? Te rozkminy przyszły, gdy przedwczoraj po wieczornej lekturze śniła mi się książka, od rana cały dzień serce biło mi jak szalone, potem znowu czytałam i kołatania serca trwało całą noc, a ja byłam słaba i rozkojarzona. Poleciałam w te pędy do lekarza, ale serce biło już równiutko. Szukałam przyczyn, spytałam go nawet pół żartem o możliwość wpływu emocji czytelniczych na puls – odparł, że może istnieć taka możliwość.
A wiecie jaka to książka? Jest to bardzo dziwne, ponieważ moja lektura to „Księgi Jakubowe”, które chłonę z absolutną rozkoszą. I w sumie nie wiem – czy to pisarstwo Olgi Tokarczuk ma taką moc, czy może osoba Jakuba Franka? No ale jedno nie może istnieć bez drugiego, bo sposób przedstawienia postaci ma bezpośrednie przełożenie na jej odbiór. Zaczynam myśleć, że gdybym żyła na Podolu w pięćdziesiątych latach osiemnastego wieku, pierwsza przystąpiłabym do sekty Frankistów, rzucając dotychczasowe życie, jakby było ogryzkiem od jabłka i zawierzając temu charyzmatycznemu,samozwańczemu i niejednoznacznemu prorokowi całe życie. Dlatego cieszmy się pospołu, że jestem tu i teraz – Wy macie aprowizację, a ja mam robotę.
Robota już zrobiona, możecie więc powoli przychodzić po jej frukta. Oto one:
– krem pomidorowy z oliwą extra vergine
– tajska wołowina massaman z mleczkiem kokosowym, orzeszkami ziemnymi, kolendrą i ryżem basmati
– tarta z pieczoną dynią hokkaido, pomidorami, fetą i ziołami prowansalskimi
– tarta cytrynowa z bezą.