13 grudnia 2018

  
Pojechałam ostatnio do siostry na rehabilitację ręki. Ona zażyczyła sobie świątecznej playlisty, podczas ugniatania mojej kończyny górnej na stole do masażu, a ja włączyłam jakąś przypadkową świąteczną składankę ze Spotify. Składankę wymagającą uwagi i szybkiego reagowania, bo pośród bożonarodzeniowych klasyków co i raz pojawiały się jakieś dziwne wykwity współczesnych pop-wyjców, które trzeba było pacyfikować kliknięciem. Bo tak jak nie usłyszycie w Nowym Bufecie wszystkich tych utworów, którymi katuje się i torturuje ludzi wszedzie, tak naszą wielką przyjemnością jest słuchanie ich w domu, bo żadna z nas nie ma telewizji, ani nie słucha sformatowanego radia, więc nam nie wydają się odmóżdżająca papką. Przewinęłam też jakiegoś smuta w wykonaniu późnego Lady Pank (stąd już tylko krok do „Stała pod ścianą, sącząc kakao(…) Spotkałem narzeczoną, taką ze szkolnych lat, próbowaliśmy mocno by taniec naszych ciał rozgrzała jakaś iskraaaaa”). Rozmawiałyśmy sobie, razem z mamą, która w pewnym momencie wyraziła swoje niepochlebne zdanie na temat muzyki Roberta Kupichy. „Mamo – proszę Cię – gdzie jest teraz Kupicha? Miał kilka lat temu swoje dwie minuty, a teraz nikt już o nim nie pamięta. Ja nawet nie pomnę nazwy jego zespołu. Poza tym ta muzyka… Ten wysilony wokal. To już chyba wolę Ich Troje”. Na to moja siostra (jako ten wielki umysł, co to myśli podobnie, hłe hłe): „Od razu o tym samym pomyślałam!”. I tak doszłyśmy do wniosku, że w porównaniu z repertuarem Ich Troje (proszę się nie krzywić, ale obiektywnie podejść do sprawy), Kupicha z kapelą to są popłuczyny. To tak jakby Wiśniewski i Łągwa pozbyli się odrzutów z sesji, a oni skwapliwie je wykorzystali jako przeboje. Zresztą przy barwności Michała Piotr Kupicha to jakiś blady cień jest.
Zawsze z siostrami traktowałyśmy refren „Słuchaj, słuchaj jajaj” jako hmmm… swego rodzaju manifest testosteronowy miernej jakości.
Ale zostawmy już Piotra – na pewno mu smutno i śni o dawnej potędze, a przecież nie chcemy być jak dickensowski Ebenezer Scrooge przed Gwiazdką.
Skupmy się na Tu i Teraz. A w naszym wykonaniu Tu i Teraz to wiadomo co:
– zupa z kapusty z pesto, ryżem arborio, pomidorami i serem grana padano
– minestrone
– chili con carne z wołowiny z fasola, papryką, wędzonym boczkiem i kolendrą
– tarta z dynią piżmową, pomidorkami, kozim serem i tymiankiem
– tarta czekoladowo-kajmakowa.