24 maja 2019

  
Nie wiem do konca, z czego to wynika, ale najlepszy szef jakiego miałam był cudzoziemcem. Szkot był ambitny, pracowity i inteligentny, ale nade wszystko cenił sobie atmosferę w zespole. Nigdy nie widziałam, żeby jakikolwiek inny zwierzchnik przegadywał tyle godzin z poszczególnymi członkami załogi, starał się ich zrozumieć i rozwiązywać na bieżąco konflikty. Czy chodzi o szacunek do pracownika-człowieka? Czy o kulturę pracy w ogóle? Mark nie wywierał takiej negatywnej presji, nie kierował się sympatiami, nie szukał na siłę pracy, kiedy żywcem nie było nic do roboty i pozwalał trochę odpocząć, bo za jakiś czas i tak mieliśmy urwanie głowy. Czasem za nim tęsknię i zastanawiam się, co tam teraz porabia, bo już dawno temu wrócił na Wyspy.
W tym momencie muszę uciąć rzewne tony, bo oto zjawili się Norwedzy, nazamawiali swoich norweskich focacci, wiec trzeba kończyć i zacząć robić. Dlatego od razu menu:
– zupa dahl z soczewicy, pomidorów i mleczka kokosowego
– quesadillas z serem, cukinią, szynką, kukurydzą, sosem z wędzonej papryki, plus roszponka z winegretem
– tarta z pieczarkami, ostrym salami, mozzarellą i speckiem
– tarta z pieczarkami, gorgonzolą, grana padano, pestkami słonecznika i dymką
– sbriciolata z wiśniami i ricottą.