20 lutego 2018

  Odebralam wczoraj w urzedzie upragniony dokument kierowcy. Od razu w domu podjęłam próbę zarejestrowania się na Trafficar. Spodziewałam się że weryfikacja zajmie kilka dni, a zajęła kilka minut. To oznaczało tylko jedno – mogę w tej sekundzie opuścić bezpieczne domowe pielesze i udać się na spotkanie z przygodą podczas wieczornej wycieczki za kierownicą jednego z samochodów wynajmującej je firmy. Obejrzałam najpierw odcinek serialu dla kurażu, a potem pognaliśmy z małżonkiem na Halicką, gdzie uprzednio zarezerwowaliśmy pojazd. Po wykonaniu wszystkich niezbędnych czynności ruszyliśmy w cruise Cracow by night. Trwał on całe 38 minut wraz z minutami postoju, objął dziesięć kilometrów na Płaszów i z powrotem. Pierwszy raz bez instruktora był sporym stresem, nie powiem, dobrze że miałam przy boku ukochanego. Rozochoceni wieczorną jazdą przyjechaliśmy także samochodem do pracy. A co! Informuję wiec tych, którzy podśmiewali się z moich zapędów kierowniczych że oto wkroczyłam na krakowskie drogi. Bez impetu wprawdzie, ze średnią prędkością w okolicach 40 km/h, ale jestem.
Na szczęście ogrom wrażeń nas nie przytłoczył i wszystko działa. Na dziś jest sporo, bo zostało z wczoraj:
– toskańska ribollita czyl zupa warzywna z pszenicą plaskurką, fasola i jarmużem
– krem z dyni z mleczkiem kokosowym
– farfalle z grillowaną cukinią w sosie śmietanowo-winnym z serem pecorino romano
– chili con carne z grillowaną tortillą, kolendrą i kwaśną śmietaną
– sernik nowojorski z musem malinowym
– kruche ciasto z porzeczkami.