27 lipca 2026

Na „Spragnionych miłości” kino znowu było prawie pełne. Cieszę się, że mogłam się rozkoszować tym dziełem w porządnych warunkach dużej zaciemnionej sali. Nią zawiodłam się ani odrobinę. Przepiękne kadry, kolorystyka, scenografia oddająca realia lat sześćdziesiątych. Piękni i młodzi, ale nieszczęśliwi bohaterowie, niespieszne tempo – wszystko zagrało. Dla współczesnych ludzi z zachodniego świata trudnym jest przestawienie się na inną epokę i azjatycką kulturę – dlatego w chwilach, kiedy w zachodnim kinie następuje kulminacyjna scena erotyczna, a przynajmniej pocałunek, tutaj muszą obejść się smakiem i wczuć się w klimat. Muzyka jest dość mocno obecna, ale bardzo mocno podkreśla klimat. W hiszpańskojęzycznych szlagierach bez trudu rozpoznałam głos Nat King Cole’a – tego aksamitu nie pomyli się z żadnym innym. Nawet kiedy dla zmyłki śpiewa w innym języku.
Odchodząc już od „Spragnionych miłości” pozostanę przy erotycznych scenach. Oglądamy teraz drugi sezon świetnego serialu „Sugar” na Apple TV. I tam przed dwoma odcinkami były ostrzeżenia o treściach erotycznych. Przed pierwszym z tych odcinków spojrzeliśmy na siebie: „No, w końcu”. Podczas oglądania wydarzyła się tylko scena pływania w basenie – normalne pływanie w kostiumach. Jako że Colin Farell gra współczesnego mężczyznę, to pływał w slipkach, ale widzieliśmy tylko jego klatę, wystającą z wody. I to Moi Drodzy były te treści erotyczne. Może dla psychofanów Farella jego klata wystarczy za treści erotyczne…? W drugim z o
dcinków Farell pocałował swoją sąsiadkę z hotelu. Tyle.
Czy Apple TV jest forpocztą powrotu Ameryki do purytanizmu? Nie wiem, ale coś jest na rzeczy.
A teraz przejście do menu:

  • florencka zupa z fasoli z grzankami
  • cannelloni nadziewane szpinakiem, ricottą i mozzarellą, zapiekane w sosie rosè, posypane tartym serem Grana Padano
  • tarta z boczniakami, serem dobbiaco i oliwą truflową.