6 lutego 2026

Od dłuższego czasu obserwujemy z mężem, że w okolicy Ronda Mogilskiego grasuje zakaźna choroba. Nikt z epidemiologów jeszcze jej nie wykrył, ani się nią nie zainteresował, bo ma charakter bardzo lokalny. Zauważyliśmy też, że atakuje przede wszystkim pracowników korporacji – głównie we wtorki i czwartki. Jako że nie ma jej w oficjalnym obiegu, nazwaliśmy ją na własne potrzeby RUBENOZA. Myślę, że jej wirus to rubenosis rarum.
Ale żeby nie było, że rubenoza zbiera żniwo tylko wśród pracowników korporacji – co jest oczywiście zrozumiałe, bo jest ich bardzo dużo i jest open space. My też zbieramy jej pokłosie. U nas mianowicie działa tak, że kanibalizuje. Kanibalizuje inne dania – przede wszystkim lanczowe – nie pozwalając im wydostać się z garnków i przez talerze i pojemniki na wynos z trzciny cukrowej powędrować do żołądków klienckich.
Z jednej strony szkoda, ale z drugiej niekoniecznie. Będziemy się przyglądać sprawie – jeśli rubenoza zatoczy szersze kręgi, zawiadomimy sanepid. O BONIU, CO JA PISZĘ! No dobra, nikogo nie będziemy zawiadamiać.
Jedyne o czym dziś zawiadamiam, to dzisiejsze propozycje lanczowe:
- krem z soczewicy i marchewki z kminkiem, kolendrą w ziarnach i kurkumą
- cztery porcje zupy z włoskiej kapusty z pesto, ryżem arborio, pomidorami i serem grana padano
- kokosowe wegańskie curry z dyni, batatów i ciecierzycy, ze szpinakiem, orzeszkami ziemnymi, koelndrą i ryżem basmati
- makaron fusili z ragu bolońskim z mielonej wołowiny i warzyw, podawany z natką pietruszki i grana padano
- trzy porcje tarty porowej z fetą i orzechami włoskimi.