21 lutego 2019

  
Wczoraj wieczorem po raz kolejny dobitnie przekonałam się, że niektóre wytwory kultury nie są dla wszystkich. Sens tego zdania jest inny, niż można w pierwszej chwili pomyśleć, bo chodzi mi o to, że człowiek pracy, który wstaje o 5.30 nie jest w stanie wysiedzieć na przedstawieniu, które zaczyna się w okolicach 21.00 i trwa blisko dwie godziny. Ten człowiek to ja – czego nietrudno się domyślić, a przedstawienie to „Requiem pour L.”. Cóż z tego, że to co widziałam bardzo mnie frapowało, skoro z Morfeuszem jeszcze nigdy nie wygrałam? Myślę, że lekko ze czterdzieści minut niestety przechrapałam, budząc się co i raz nagle i robiąc tzw. dzięcioła. Bilety dostałam od kogoś, kto nie mógł pójść i nie wiedzialam, co będzie mi dane oglądać. To było piękne przedstawienie, przybliżające wielu temat śmierci i oswajające z nim. Co ciekawe – czytam teraz, że wielu widzów po premierze dziękowało twórcom za takie podejście do tematu, a wielu z nich po raz pierwszy widziało jak ktoś umiera (jeśli ktoś ma już za sobą takie doświadczenie, znaczenie oglądanego przedstawienia jest jasne od początku). Udowadnia to jedynie, że nasza kultura wyrugowała jednak śmierć z przestrzeni publicznej. Tak wiec mimo kilku białych plam, uważam wieczór za niezwykle udany i skłaniający do przemyśleń.
Aha – krzesła w ICE absolutnie nie nadają się do spania.

Prawdziwie wyśpię się dopiero w weekend, dziś czwartek, więc jeszcze trochę czasu zostało. Ten dzisiejszy czas możecie do 16.00 wykorzystać, przychodząc do nas na lancz. Dziś proponujemy co następuje:
– krem z ciecierzycy i pomidorów
– tajska wołowina massaman w mleczku kokosowym z orzeszkami ziemnymi, ziemniakami, kolendrą i ryżem basmati
– tarta z grillowaną cukinią, mozzarellą, pomidorami i serem grana padano
– tarta cytrynowa z bezą.