4 grudnia 2019

  
Wlasnie przyjechała dostawa i podpisałam fakturę, co uzmysłowiło mi, że dziś Barbórka: „O, muszę zadzwonić do siostry z życzeniami”. „Ja chyba jestem za młody na obchodzenie imienin”- powiedział dostawca – w duchu oczywiście przeprowadziłam plemienną defensywę („Spadaj, Basia wcale nie jest stara!”), a na głos podzieliłam się z nim spostrzeżeniem, że obchodzenie imienin i urodzin to przecież więcej prezentów od rodziny.
Ale zaczęłam się zastanawiać, czy imieniny to przeżytek? Czy młodsi o dekadę czy pokolenie uważają je za lamusiarskie? Czy kojarzą im się z komuną – imieninki w pracy, ciasto i wódeczka, papieroski i petowanie do paprotki? Ale z drugiej strony – są przecież te ogólnonarodowe, wielkie imieniny – rzeczona Barbórka, imieniny Krystyny, wigilijne Adama i Ewy, czy „na Świętego Grzegorza zima idzie do morza. A także Świety Patryk i ważni dla Poznaniaków czerwcowi Piotr i Paweł, bo to patroni miasta. Że o nadchodzących Mikołajkach nie wspomnę. Tak na marginesie – czy wiecie, że imieniny Anny są tylko raz w roku? A Marii? Panie! Marii jest co najmniej kilkanaście – z wiadomych względów.
Teraz aż się prosi o żebrolajkowe pytanko – a Wy? Obchodzicie imieniny? Piszcie w komciach, hue hue.
A oto nasze barbórkowe menu:
– zupa kukurydziana
– chili con carne z wołowiny, z papryką, fasolą i pomidorami, podawane z grillowaną tortillą, kolendrą i kwaśną śmietaną
– tarta z pieczoną dynią, pomidorami, pecorino romano i czosnkiem niedźwiedzim
– sernik nowojorski z musem truskawkowym.