2020-10-16 09:45:41

Widzę, że w moim przypadku podparcia autorytetem moich tezbądź zwyczajów, chodzą parami. Dopiero co Wojciech Mann wypowiedział się w sprawie anonsowania gości na antenie radia, a już i marszałek Stanisław Karczewski przyszedł m w sukurs ze swoją złotą myślą o jedzeniu jabłek! Toż to jest moja dewiza! Przecież ja tak od trzydziestu lat czynię! Nie raz Wam w końcu pisałam, że jabłko to owoc mojego życia, a drożdżówka to owego życia ciasto. Oczywiście jako owocowa maksymalistka nie ograniczam się do jednego jabłka z wieczora. Zbliżamy się z małżonkiem raczej do kilograma – półtorej każdego dnia. Celebrujemy, czcimy i pochłaniamy jabłka – nawet żałuję, że żadne z nas nie ma choć trochę odstających uszu, bo wtedy lepiej byłoby widać, jak się nam te uszy przy pałaszowaniu jabłek trzęsą. W związku z tym, do wczoraj tylko nieśmiało podejrzewając, dziś zyskaliśmy całkowitą pewność, że żaden Covid nas się nie ima, ani nie zaima. My – ludzkie entliczki-pentliczki, orężem jabłczanym wirusa pokonujemy już od początku pandemii. Można? Ależ można, a nawet trzeba. Uskrzydlona, utwierdzona, usztywniona i utwardzona w swoich grójeckich poglądach, tym radośniej zapodaję Wam dzisiejsze lanczowe propozycje, które dla Was mamy:
– krem kalafiorowy
– makaron cannelloni nadziewany szpinakiem, ricottą i grana padano, zapiekany w sosie rosè z pomidorów, śmietanki, bazylii oliwy extra vergine
– butter chicken – kawałki piersi kurczaka w pysznym sosie, podawany z ryżem basmati i świeżą kolendrą
– tarta z pieczoną papryką, oliwkami liguryjskimi, serem kozim i natką pietruszk
– tarta z kremem czekoladowym z odrobina brandy i konfiturą porzeczkową.