9 stycznia 2017

  
Wyszłam dziś przed szóstą rano na zewnętrze. Minus dwanaście? Phi! Po hardkorowym weekendzie ta temperatura wydawała się plusową. Wiem bo wychodziłam każdego dnia – a to do sklepu za rogiem (nazywa się „Zachęta”, ale całość napisu z jakimiś ozdobnikami wygląda jak „Czachęta” i tak właśnie nazywamy naszego ciasnego Lewiatana), a to tramwajem na Bronowice, karmić cudzego kota pod nieobecność właścicielki. Zaopatrzona w strój bojowy – nieśmiertelny kożuch – radzilam sobie całkiem nieźle. Naprawdę to przeszkadzał mi bardziej smród powietrza, który był wyjątkowo nieznośny. Dopiero następnego dnia doczytałam, że smog nad Polską przybrał jakieś okrutne stężenie. No ale nie przejęłam się tym, bo nie palę papierosów, a minister zdrowia – jakby nie było medyk – zapewniał w radiu, że to tylko zagrożenie teoretyczne.
Musieliśmy też odpalić w Nowym Bufecie tzw. Szatana, czyli ogrzewanie podłogowe. Zwiemy je tak dlatego, że pozostawia za sobą smród diabelskich rachunków za prąd.
Przejdę teraz do nowości, bo zmajstrowaliśmy dziś nową, zupełnie inną zupę. Jest to rumuńska ciorba z kiszoną kapustą, koncentratem buraczanym, warzywami, śmietaną i wieprzowymi klopsikami. Podajemy ją z chlebem. Sama zupa jest małym daniem obiadowym, dlatego kosztuje 8 złotych, głównie ze wzgledu na cztery pokaźne klopsiki na każdym talerzu. Zrobiłam ją kiedyś w akcji Jadłospis Demoluda na Wielkiej Pyszności – kto ciekaw ten może zerknąć.
Całe dzisiejsze menu przedstawia się w następujący sposób:
– rumuńska zupa z kiszoną kapustą, burakami, warzywami (ziemniaki, marchewka, dynia piżmowa), śmietaną i klopsikami wieprzowymi, podawana z chlebem
– grillowana polenta z pieczonymi warzywami i sosem z gorgonzoli, posypana natką pietruszki
– tarta z porchettą, oliwkami, pieczoną papryką i pestkami słonecznika
– korzenne ciasto marchewkowe z kremem waniliowym