10 maja 2017

  
Dziś wprawdzie nie pierwszy czerwca, ale u nas Dzień Dziecka. Najpierw wparował kumpel z rezolutną pięcioipółlatką („i parę dni”). Tylko zamknęły się za nim drzwi, a zaraz wparowało znajome polsko-meksykańskie małżeństwo z trójką dzieciaków, meksykańską babcia i prababcią. Rodzice pognali do swoich spraw, a babcia, prababcia i berbecie zasiedlają obecnie Nowy Bufet, generując prawie zerowy hałas ( Krakowska podstawówka Wolna Chata na Was czekam, dzieciaki!). W tle oprócz naszej muzyki usłyszycie więc także hiszpańskojęzyczne rozmowy.
W związku z wysypem małoletnich i wizytą znajomej pani, która lubi nasze słodycze, zasób sbriciolaty uszczuplił się tak znacząco, że została jedna sztuka. Dlatego nawet nie wymienie jej w myślnikach, bo po co? Przechodzę już do meritum, bo grzanki do zupy same się nie zrobią:
– krem ziemniaczano-porowy z grzankami
– gulasz wołowy na ciemnym piwie ze śliwkami suszonymi, podany z kaszą grupyczaną
– tarta wytrawna z burakami, twarożkiem kozim, pomidorkami i czarnym sezamem
– trzy porcje cannelloni nadziewanych szpinakiem i ricottą, w sosie rosè.