12 czerwca 2019

  
Powoli upał daje mi się we znaki. Znaki upalne występują w postaci tęgich rozkmin, które zaczęły dryfować po nieposępnym czerepie. Po dziewiątej rano, po trudnej, mało przespanej i poprzewalanej nocy coś sobie uświadomiłam. A mianowicie zorientowałam się, goniąc myśli, że na mojej playliście Nowy Bufet, która liczy ponad dwa tysiące trzysta utworów, na bank nie ma piosenki The Wings „Silly love songs”. Sprawdziłam i faktycznie – nie było – co szybko naprawiłam. Nie potrafię odtworzyć klucza do tego toku myślowego, ale przypomniała mi się historyjka, dotycząca tej piosenki. Podobno było tak, że po rozpadzie The Beatles, kiedy członkowie grupy z sukcesami rozkręcali kariery solowe, John Lennon dość niepochlebnie wyrażał się o dokonaniach The Wings i wbijał McCartneyowi publicznie szpile mówiąc coś o nagrywaniu głupich piosenek o miłości. „Silly love songs” powstała niejako na złość – „…Niektórzy ludzie chcą wypełnić świat głupimi piosenkami o miłości. A co jest w tym złego – chciałbym wiedzieć”. Potem leci już na bezczela w refrenie, który w całosci brzmi nim mniej ni więcej, tylko kilkakrotne „I love You”. Tak się odgryzł.
Skoro już sir Paul się dogryzł dawno temu, wy możecie wybrać inny przedrostek do czasownika „gryźć”. Możecie się na przykład wgryźć. W przygotowane przez nas na dziś jedzenie. Oto ono:
– minestrone – włoska zupa warzywna
– tagliatelle aglio olio pomodoro, z sosem z długo duszonych w oliwie pomidorów z dodatkiem czosnku i ostrej papryczki, z serem grana padano i natką pietruszki
– tarta z zielonymi szparagami, pomidorkami koktajlowymi i serem fontal
– sbriciolata z truskawkami i ricottą.