
No i wydarzyło się. Moje śpiewaczko- zabawowe żądze zostały wreszcie zaspokojone. Zgodnie z planem dojechałam do Skawiny pociągiem – dwadzieścia minut spod domu – gdzie czekała na mnie Ola i pojechałyśmy samochodem do jej domu. Dom mieści się w podskawinskiej okolicy i można tam również dojechać komunikacją miejską. Ale wygląda to tak, że trzeba dojechać tramwajem na pętlę Czerwone Maki i tam wsiąść w autobusik 213, który kursuje raz na godzinę – półtorej. Cała podróż trwa wtedy około półtorej godziny i nie ma startu do komunikacji pociągiem.
Pierwszy raz korzystałam z programu do karaoke, wzbogaconego przez gospodarzy o mnóstwo nowych kawałków, bo ten podstawowy mamach ze trzydzieści. Na po Czarku było bardzo trudno. Musicie bowiem wiedzieć, że piosenki lecą w oryginalnych wersjach. Oznacza to, że słyszymy głos wokalisty, co na dzień dobry utrudnia nam sprawę, bo śpiewamy z nim łeb w łeb i wypadamy przy nim co najmniej blado. Trudniejsza rzecz jest jednak w samym śpiewaniu. Kiedy śpiewa się do mikrofonu, to nasz głos wychodzi z głośnika jakieś pół sekundy później. W związku z tym słyszymy swój głos, który powinien być równiutko z głosem oryginalnego wokalisty, a chwilę później słyszymy swój głos, który leci za późno. W grze są więc trzy głosy i na początku jest to konfudujace. Bo świeżak nijak nie może się wstrzelić, żeby mu wychodziło równo śpiewanie. Ale im więcej kawałków zostaje przerobionych, tym większa wprawa. A konkluzja jest bardzo stara i bardzo oczywista – najlepiej się śpiewa kawałki!które się dobrze zna. A jeszcze lepiej śpiewa się kawałki, które się dobrze zna, w ojczystym języku. Wtedy naprawdę można dać radę. Dlatego najlepiej wchodzą piosenki takie jak: Windą do nieba, Celina, Kryzysowa Narzeczona, Malcziki. Poproszę gospodarza, żeby dodał więcej polskich szlagierów, bo autentycznie wtedy można sobie popłynąć. A jak się uda, to satysfakcja jest ogromna. Tak na trzeźwo, jak i na rauszowo.
Już zacieram ręce na kolejny raz – muszę wysłać swoje propozycje do ściągnięcia, żeby było więcej rodzinnych hiciorów.
A że jest to gra, więc na końcu zawsze ktoś wygrywa. I to możesz być właśnie ty.
Dopadła mnie tam endorfinoza i trzyma do teraz.
A co słychać w naszym menu? Dziś jest miesnie, ale pojawiła się też bardzo długo niewidziana zupa. Oto cała lista:
- krem z selera z prażonymi orzechami włoskimi i olejem konopnym
- chili con carne z mielonej wołowiny extra, papryki i czerwonej fasoli, z grillowaną tortillą, kolendrą i kwaśną śmietaną
- tarta ze szpinakiem, fetą i orzechami laskowymi.