
Od piątku jesteśmy z małżonkiem w separacji, podyktowanej życiowymi perturbacjami. On został w domu, a ja przeprowadziłam się tymczasowo na Bronowice, żeby doglądać rekonwalescentki. Widujemy się więc tylko w pracy – co jest dość nietypowe, bo zwykle małżeństwa widują się po pracy w domu. Trochę za sobą tęsknimy, ja tęsknię również za mruczeniem Starej, ale w sumie jest ciekawie. Małżonek początkowo nie był zadowolony z sytuacji, ale wczoraj stwierdził, że w sumie to jest całkiem spoko 😃.
W związku z okolicznościami znowu więcej rozmawiamy w pracy. Efektem tego jest zdecydowanie wolniejsze tempo – należę do tych osób, które jednocześnie mówiąc i pracując zwalniają obroty trzykrotnie i się bardzo rozkojarzają. No ale nie jest to na tyle uciążliwe, żebyśmy nie mieli zdążyć ze wszystkim przed porą lanczu. A część składową lanczu widzicie na fotografii – morze chłodnika z buraków, obfitość naszej zimnej sezonowej zupy. Czeka typu na Was, wraz z pozostałymi daniami. A są to:
- rzeczony chłodnik litewski z jajkiem
- marokański tażin z kurczakiem, suszonymi morelami, prażonymi nerkowcami, bulgurem i świeżą kolendrą
- tarta z boczniakami, gorgonzolą i mozzarellą fior di latte.