
O mały włos wrzuciłabym zamiast zdjęcia dzisiejszej tarty zdjęcie zalanej piwnicy z kamienicy, w której mieszkamy. Nie zachęciło by Was ono zapewne do wizyty w Nowym Bufecie. Mnie zdjęcie piwnicy, które bohatersko cyknął małżonek nie zachęca do zejścia naocznego przekonania się, że owszem – woda jest i jest jej całe mnóstwo. Wspaniały aromat roznosi się po całej kamienicy – pracownicy MOPS z parteru co i raz rozpylają srogie ilości odświeżacza powietrza. Od poniedziałku próbujemy wymóc na naszej administracji wypompowanie wody i codziennie słyszymy, że tak, panowie już wiedzą, będą działać. Żadne działanie jednak nie odbywa się. W snach na jawie zastanawiamy się z małżonkiem jakby to było, gdybyśmy mieszkali na przykład w bloku na Zabłociu i mieli „normalną” administrację – jak wówczas wyglądało by usuwanie awarii? Czy zatrudnione tam osoby czułyby powagę sytuacji i zagrożenia epidemiologicznego i po prostu zrobiłyby co należy?
Mieszkając w kamienicy, w której większość mieszkań to lokale socjalne lub komunalne, trochę się przyzwyczailiśmy, że traktowani jesteśmy jak obywatele drugiej kategorii, a prawie każda skarga jest bagatelizowana, albo próbuje się odpowiedzialność za szkody przerzucać na lokatorów. Tak jak wtedy, kiedy na półpiętrze pękła rura i powstał na klatce olbrzymi grzyb – małżonek dostał w odpowiedzi pismo, że to sąsiad źle się kąpie. Dopiero kiedy zrobił zdjęcia cieknącej wody – kiedy sprawa zrobiła się naprawdę poważna – i wysłał skargę do biura prezydenta miasta, od razu przyszli panowie i naprawili pękniętą rurę. Nikt już wtedy nie zwalał na sąsiada.
No ale może się mylę – może to my jesteśmy roszczeniowi i upierdliwi, a inne administracje działają w taki sam sposób. Nie wiem – może tak jest. Póki co zgłosiłam sprawę do Sanepidu – pani po drugiej stronie słuchawki była żywo zainteresowana i zachęciła mnie do wysłania sprawy mailem i załączenia zdjęć.
A dziś polecamy:
- krem pomidorowy z pesto pietruszkowym
- 3 porcje kremu kalafiorowego
- penne ze szpinakiem i gorgonzolą, posypane tartym serem grana i prażonymi orzechami laskowymi
- cztery porcje tajskiej wołowiny massaman
- tarta z pieczarkami, wędzonym boczkiem, mozzarellą fior di latte i oliwą truflową.