
Te czarne drobinki na guanciale to oczywiście grubo mielony pieprz – nieodzowny składnik tej wędliny. Kiedy przygotowywałam sos i podsmażałam małe kawałki policzka na oliwie, wpadłam na pomysł, że oto możemy sobie kiedyś z mężem zorganizować trochę guanciale, albo lepiej lardo – dojrzewającej słoniny natartej solą i ziołami. Z takiej włoskiej aromatycznej słoniny wytopilibyśmy smalec i byłby to smalec najwyższej proby i najlepszej jakości. Pomysł doskonały na zimę – już zakiełkował w głowie i pewnie tam zostanie i zrealizujemy go w stosownym czasie.
Z wytopionego guanciale możecie zjeść sos już dziś. Sos najwyższej jakości, tylko i wyłącznie z włoskich składników. Ale znacie ten smak, więc jeśli teraz kogoś przekonuję to tylko nieprzekonanych bądź nieświadomych tego, co tu się dziś w lanczach wyrabia.
Oczywiście to nie wszystko, bo mamy dziś kilka porcji dodatkowej zupy i kilka porcji dodatkowego lanczu. Listę prezentuję poniżej:
- florencka zupa z fasoli z marchewką, selerem i szpinakiem
- PIĘĆ PORCJI kremu z zielonego groszku z jogurtem
- linguine all’amatriciana z guanciale – dojrzewającym policzkiem wieprzowym, oliwą i serem Pecorino Romano
- SZEŚĆ PORCJI kokosowego curry z kurczakiem, pieczonym bakłażanem, cukinią i papryką, podawanego z ryżem basmati
- tarta porowa z kozim serem i orzechami pekan.